#12 – Mysz na kolacji, czyli osobliwy przepis na tartę ze szpinakiem


Mysz opowie Ci w tym odcinku:

  • Kto przygotował wspaniale woniejącą tartę ze szpinakiem?
  • Co zaskakującego znalazło się w jej wnętrzu?
  • Czy nowy kolega Julii przeżył pierwszy posiłek u niej w domu?

Zaczynajmy!

Upadający na ziemię pęk kluczy za wejściowymi drzwiami przerwał mi posiłek. Ledwie udało mi się zdobyć kawałek edamskiego, a tu już jacyś intruzi czają się na klatce. Usłyszałam ciepły i delikatny głos Julii – mojej gospodyni – wchodzącej do wnętrza swojego mieszkania z nigdy wcześniej niewidzianym przeze mnie mężczyzną. Trzymała w ręku bukiet pięknych frezji. Wyeksponowane białe zęby informowały towarzysza o zadowoleniu pani domu.

Serek został pod kuchennym stołem, podczas gdy ja wbiegłam na biblioteczkę i skryłam się pomiędzy dwoma woluminami „Trylogii husyckiej”. Zrozpaczona prawdopodobną utratą najulubieńszego przysmaku, wgryzałam się w jeden z tomów serii.

– Poczekaj tu na mnie. Odpalę piekarnik i zaraz wracam – powiedziała do przystojnego chłopca w napomadowanych włosach.

– Nie ma sprawy – odparł rozpinając drugi guzik w swojej różowej koszuli. – Strasznie tu gorąco.

Mężczyzna pozostał w pokoju zupełnie sam – a przynajmniej tak mu się wydawało. Rozluźnił spięte wcześniej pośladki i zajrzał jeszcze czy nie pozostaje widoczny dla oczu Julii. Najwyraźniej poczuł się bezpiecznie, bo w chwilę później umieścił wyprostowany kciuk prawej dłoni pomiędzy obiema połówkami opiętego czerwonymi dżinsami zadka. Wygiął się pałąk, jak gdyby gotował się do gry w limbo. Paszczę rozwarł szeroko przewracając przy tym oczyma i wydając dźwięk oznaczający nadejście ulgi, a nawet powiedziałabym, że niejakiej przyjemności zawył:

– Ach!

Krzyk człowieka w lśniących, czarnych lakierkach z czerwonymi sznurowadłami rozniósł się po całym mieszkaniu:

– Coś się stało? –  zapytała Julia wracając z kuchni.

– Nic się nie stało. Strasznie się cieszę, że spędzamy to popołudnie razem.

– Też się cieszę. – Julia odwzajemniła uprzejmość.

Wykorzystując moment nieuwagi towarzyszki, młody elegancik przystawił zesztywniały kciuk do nosa obwąchując go ukradkiem. Skrzywił się lekko, po czym wyciągając spodnie z bruzdy pośladkowej wytarł o nie swój palec.

– Przygotowałam dla ciebie tartę ze szpinakiem. Uwielbiam zdrowe i wegetariańskie jedzenie – zachęciła pani domu.

Na stole pojawiła się butelka czerwonego wina, której otwieraniu towarzyszył długi monolog młodego chłopaka prawiącego o zdrowotnych, smakowych, zapachowych i erotycznych walorach tego napoju. Swoją opowieść przyprawił również krótką anegdotą na temat cesarskiego tokaju.

Dwie olbrzymie, szklane lampki wypełniła rubinowa ciecz. Obok nich Julia postawiła porcelanowe talerze, a na środku stołu umiejscowiła parującą tartę ze szpinakiem. Z głośników wydobyła się romantyczna melodia. Światło przygasło. Waniliowa świeca zapłonęła złocistym płomieniem rozprzestrzeniając przyjemny zapach po mieszkaniu.

Oboje wyjęli z kieszeni czarne telefony i uśmiechając się szeroko zaczęli fotografować kolorowe żarcie podrasowując jego atrakcyjność gamą najróżniejszych filtrów i nakładek. Prawdę mówiąc, obraz tarty ze szpinakiem, wyświetlany na maleńkich ekranach obu smartfonów, wydawał mi się dużo apetyczniejszym niż był w rzeczywistości. Oznaczyli się nawzajem i nawzajem wysłali sobie powiadomienia o jedzeniu kolacji. Ukontentowani poczęli się posilać.



Jedząc rozmawiali ze sobą o gotowaniu:

– Uwielbiam czytać poradniki kulinarne. Ostatnio wpadł mi w ręce jeden, fantastycznie wydany.

Julia wstała i podeszła do biblioteczki. Skryłam się w cieniu Sapkowskiego. Wyciągnęła mieniącą się książeczkę z dolnej półki i zaczęła prezentować jej zawartość znajomemu:

– Spójrz jak fantastycznie opisane są przepisy na kanapkę z pomidorem, z szynką i z ogórkiem.

– A co trudnego jest w przygotowaniu kanapki z ogórkiem? – dopytywał grzecznie mężczyzna.

– No właśnie nic. Tu na dole strony masz ocenę trudności i kanapka z ogórkiem otrzymała jedną gwiazdkę na pięć możliwych.

Zdjęcie w poradniku prezentowało dwie kromki chleba posmarowane masłem. Na obu kromkach ułożono ogórek pokrojony w plasterki, który przyprawiono pieprzem. Obok na talerzu leżały liście mięty. Wyglądało to jak danie nie z tego świata! A przecież tyle razy widziałam ludzi jedzących kanapkę z ogórkiem i nigdy nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia.

– I jak robisz kanapkę z ogórkiem to otwierasz tę książkę i czytasz, że przed nałożeniem pokrojonego ogórka – zaznaczył wyraźnie słowo: „pokrojonego” – należy chleb posmarować masłem w ilości około 5 gram? – ciągnął za język zdziwiony chłopak.

– Jasne. Zajmuje to trochę czasu, ale dzięki temu wiem, że się nie pomylę podczas dobierania odpowiedniej proporcji wszystkich składników. Póki co trenuję na daniach wycenianych na jedną gwiazdkę. Tarta jest dużo trudniejsza, ale dla ciebie postanowiłam spróbować. Smakuje ci? – zapytała zaskakując mężczyznę siedzącego na przeciwko niej.

Skupiłam swoje maleńkie oczy na nowym przyjacielu Julii, ponieważ ewidentnie napotkał na jakiś problem podczas konsumpcji. Pochylony nad posiłkiem chłopak wciągał do buzi długi, kobiecy włos niczym makaron spaghetti. Twarz wykręcała mu się w grymasie obrzydzenia, lecz mimo to kontynuował zachowując powagę. Może mój maleńki mysi móżdżek jest po prostu na to za mały, ale nie potrafiłam pojąć dlaczego on to zjada. Po chwili cały znalazł się w jego jamie ustnej. Nadszedł krok drugi czyli przełknięcie. Widziałam jak przełyka ślinę i pracuje wszystkimi mięśniami służącymi do przełykania. Próbował pomóc sobie językiem, ale zaprzestał, gdyż musiał wtedy otwierać usta i robić dziwaczne miny. „Pewnie zwinął się w kłębek i nie chce przejść dalej” – pomyślałam.

Chrząknął… Chrząknął po raz drugi. „To będzie straszne” – zapowiadałam dalszą masakrę. Upadł obok stolika na kolana. Julia przykucnęła przy nim chcąc udzielić mu pierwszej pomocy. Charknął… Charknął po raz drugi. Koniuszek włosa wylazł z pomiędzy ust. Chwycił go w dwa palce i pociągnął wyciągając kołtunik z gardła.



– Widziałaś to? Widziałaś? – zawołał poszkodowany chłopak, którego purpurowa twarz zalała się łzami.

Zrobiło mi się niedobrze. Skryłam oczy za różowym ogonkiem tracąc apetyt na co najmniej dobę…

– Chyba musisz zmienić poradnik albo czytać z większą uwagą. Prawie mnie zabiłaś! – wrzasnął mężczyzna.

– Olśniło mnie! A właściwie to ty mnie olśniłeś! Muszę poszukać w księgarni książki mówiącej o bezpieczeństwie w kuchni. Na pewno już coś takiego jest!

Następnego dnia w strefie poradników znalazło się kilka nowych tytułów:

„7 grzechów w kuchni”

„BHP w kuchni”

„10 kuchennych przykazań”

Książki pełne porad zastąpiły kurzącą się od lat „Trylogię husycką”, a Julia w końcu przestała gotować. Okazało się bowiem, że przed naszykowaniem kanapki z ogórkiem, oprócz czytania jak ją w ogóle zrobić, musi poczytać o zachowaniu bezpieczeństwa podczas przygotowywania tej wykwintnej potrawy. Nie miała na tyle czasu, więc po prostu zamówiła katering dietetyczny. Pozbawiła mnie w ten sposób źródła pożywienia. Już żaden kawałek edamskiego nie upadał na kuchenną podłogę. Ostatecznie wyprowadziłam się z tego pozbawionego życia domu.


Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zajrzyj do STREFY PORAD! Może znajdziesz w niej odpowiedzi na nurtujące Cię pytania?

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!

 


Pychota:


 

Zapraszam do komentowania!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.