#9 – Wielkomiejska wędrówka wieczorową porą Część 2


W tym odcinku przeczytasz:

  • Gdzie wybrałem się po nieudanej rozmowie w pubie?
  • Czy toalety w klubach są siedliskiem niezidentyfikowanych zarazków?
  • Czym zmoczyłem podeszwy?
  • Komu udzieliłem pierwszej pomocy?
  • Kogo poiłem alkoholem i co wydarzyło się dalej?

Zaczynajmy!

Nieco podchmielony i w dobrym humorze udałem się do lokalu o bardziej rozrywkowym charakterze, niż pub z tanimi drinkami i przekąskami. Rzeczywistość poruszała się nieskładnie w oczach przesyconych alkoholem. Chłód powietrza przywracał świadomość i koncentrację. Błąkałem się wzdłuż najbardziej zatłoczonej z ulic centrum miasta.

Na swej drodze spotykałem przeróżne dziwolągi, jednak pewne cechy były dla nich wspólne: otępiały wzrok, wesoły nastrój i burzliwie rozchwiany krok – trudno było ocenić, gdzie stąpną następnym razem. Utrzymywali się z wielkim trudem na nogach. Wypełniająca me trzewia zazdrość sprawiła, iż począłem łaknąć zamroczyć się dokładnie tak, jak pozostali. W dodatku wydawało mi się nader niestosowane, abym wiódł prym w trzeźwości pośród półprzytomnych zombie.

Wszedłem do jednego z najpopularniejszych klubów, który cieszy się tak dużą popularnością ze względu na brak wstępu oraz możliwości chadzania po lokalu we własnej kurtce. Oczywiście te dogodności niosą ze sobą pewien koszt jakim jest na przykład zdewastowana toaleta i cholernie drogie drinki.

Po przejściu przez bramkę z ochroniarzami, natychmiast udałem się do toalety. Do męskiego, jak to zawsze bywa, tłumów nie było.

Zupełnie naturalna możliwość oddania moczu szybko i bez skomplikowanych działań decyduje o tym, że pomimo niekiedy większej populacji męskich gości w jakimś lokalu, łatwiej i szybciej można dostać się do męskiego.

Podszedłem do drzwi, otworzyłem je na oścież i przeraziłem się zastanym widokiem.



Drapiąc się po głowie, głowiłem się przez moment, czy aby na pewno powódź z 1997 roku już minęła.

Cała podłoga zalana była w niezidentyfikowanej cieczy koloru słomkowego. Pomimo, że doskonale wiedziałem co czyni się w tym pomieszczaniu, postanowiłem nie wnikać w skład tego płynu naiwnie zakładając, że nie jest to mocz moich poprzedników. Po około dziesięciu sekundach odstąpiłem od mojego planu, ponieważ nozdrza nasiąknięte gęstym i ostrym zapachem przemówiły do mnie zbyt wyraźnie. Założyłem koszulkę na nos, aby filtrować tę osobliwą mieszaninę gazów. Stanąłem w progu chcąc uniknąć zmoczenia butów, tym bardziej że but lewy po przetarciu podeszwy stał się higroskopijny. Nie chciałem zaczynać wieczoru od mokrych skarpetek. Zaparłem się ramionami o futrynę, stabilizując w ten sposób postawę. Zacząłem siurkać.

Rosła we mnie duma kiedy strumień złocistej cieczy wpadał wprost do zapaskudzonej muszli klozetowej. Czasami strumień kierował się obok uzupełniając kałużę wypełniającą toaletę i wzbudzając moje niezadowolenie. Rozprzestrzenianie się kałuży moczu niepokoiło mnie z każdą chwilą coraz bardziej, ponieważ emigrowała już na korytarz wspólny z damską toaletą. Ogarnęła mnie przeraźliwa obawa, że stado wyczekujących na swoją kolej kobiet pomyśli, iż jestem w całości odpowiedzialny za to co się tutaj dzieje, a ja po prostu stawiałem wisienkę na torcie.

Lejąc raz po płytkach, raz do sedesu myślałem o obfitej florze bakteryjnej zasiedlającej to niewielkie pomieszczenie. „Znów coś czerwonego wyrośnie mi na członku” – wnioskowałem zlękniony.

Podeszwy zamoczyły się i tak. Wszelkie próby uniknięcia kontaktu z mokrym podłożem spełzły na niczym. Przejrzałem się w lustrze poprawiając fryzurę. Buty wytarłem w suche płytki opuszczając toaletę. Dziewczyny myślały, że bawię się w taniec Michael Jackson’a., bo różniłem się od niego tylko tym, że idąc nie trzymałem się za jaja.

Bas dudnił mi w uszach. proste rytmy poprzecinane banalnymi melodiami pozwalały mi na taniec wyzbyty wszelkiej ekwilibrystyki i gibkości, jakiej brakuje mi od urodzenia. Stroboskopowe światła na krótko ukazywały umalowane twarze dziewcząt tańczących na parkiecie. Zdawały się bardzo piękne. Wiedziałem jednak, że alkohol i brak dobrego oświetlenia mogą zawyżać na mojej ocenie.

Ścianę podbierali: cygan w napomadowanych czarnych włosach z kręgosłupem wygiętym pałąk od trzymania rąk w kieszeniach za luźnych spodni, pryszczaty student w okularach w swojej najlepszej flanelowej koszuli i z lekkim wzwodem powstrzymywanym przez napięty materiał jeansowych spodni na kroczu, elegancki i dobrze zbudowany chłopak w białej koszuli ciągle przeglądający się we wszystkim co ukazywało jego znakomity wizerunek.



Wreszcie wykruszyła się najsłabsza ze stada. Czarnowłosa, szczupła dziewczyna z całkiem sporymi piersiami zwaliła się na ceramiczną podłogę niczym lalka w Toy Story na widok swojego pana. Biorąc pod uwagę fakt, iż przeszedłem w swoim życiu wiele kursów pierwszej pomocy i nie raz brałem udział w akcji ratunkowej (szczególnie żuli) zdecydowałem się natychmiast przywrócić prawidłowe funkcjonowanie tej upadłej kobiecie.

Cuciłem ją uderzając otwartą dłonią w twarz.

Niestety nie reagowała, dlatego ostatecznie zdecydowałem się wziąć ją na ręce. Uniosłem to niemal martwe cielsko i posadziłem na obszernym parapecie. Nie myśląc dość logicznie postanowiłem podać jej kolejnego drinka. Stan biedaczki nie pozwalał na jakikolwiek sprzeciw. Piła wszystko co podstawiłem jej pod nos. Próbując odmówić powiedziała do mnie coś, czego nie dało się zrozumieć. Widząc brak możliwości na przedstawienie mi swojego sprzeciwu poddawała się dalej mej woli. „Czemu ją poję alkoholem?” – pytałem sam siebie.

W pewnym momencie biedaczka osunęła się tracąc zupełnie kontakt z rzeczywistością. Zapytałem się jej wtedy:

– Jedziemy do mnie?

Odpowiedziała jakimś zwierzęcym pomrukiem, który uznałem za zgodę. Zamówiłem taksówkę i pojechaliśmy do mnie. Na moje nieszczęście winda się zepsuła, więc wtaszczyłem te zwłoki na 7 piętro. Przystawaliśmy często, a ja za każdym przystankiem chciałem dzwonić po karetkę myśląc, że dziewczyna już nie żyje. W końcu dotarliśmy do mojego mieszkania numer 77. Otworzyłem szeroko drzwi i weszliśmy do środka.

Ciąg dalszy nastąpi…

Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zajrzyj do STREFY PORAD! Może znajdziesz w niej odpowiedzi na nurtujące Cię pytania?

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!

 


Warto posłuchać:


 

One Reply to “#9 – Wielkomiejska wędrówka wieczorową porą Część 2”

  1. […] Kiedy napiłem się tej karmelowej cieczy od razu wyplułem ją z powrotem do kubka. Udałem się do pokoju lekarzy. Wypełniłem odpowiedni druk wypisując się ze szpitala i skierowałem się do domu. Najgorszą myślą było jednak to, że czeka tam na mnie Julia. […]

Zapraszam do komentowania!