#9 – Wielkomiejska wędrówka wieczorową porą Część 1


W tym odcinku przeczytasz:

  • Co skłoniło mnie do szukania schronienia w pubie?
  • Co jedzenie mięsa ma wspólnego z warzywami?
  • Kogo poznałem przy barmańskiej ladzie?
  • Czy praca w korpo może być atrakcyjna?
  • Jak reaguje facet na fotografie wysportowanej dziewczyny?

Zaczynajmy!

Wreszcie skończył się Wielki Post! Dziś już niewiele osób dotrzymuje tradycyjnej wstrzemięźliwości od pokarmów, zabaw i innych radości w trakcie jego trwania, jednakże mnie coś wewnętrznie powstrzymuje od upragnionych hulanek.



Przyszła wiosna przynosząc ze sobą falę lodowatego chłodu. Zima w Polsce przesunęła się względem dawnych lat rozpoczynając swe działania dopiero od stycznia. Osobiście wolałbym, aby zima w ogóle zmieniła rejony występowania. Wyobraźcie sobie tylko czasy, w których nad Bałtykiem panuje klimat śródziemnomorski i zamiast flądry jedlibyśmy świeżo złowione krewetki królewskie. W mojej imaginacji przeraża mnie jedynie ilość odwiedzających nas obywateli niemieckich.

Nie o porach roku miało być!

Zniecierpliwiony wyczekiwaniem momentu, w którym mój własny umysł zezwoli mi wybrać się na imprezę, już w pierwszy możliwy dzień udałem się na małą przechadzkę po klubach. Niestety większość moich przyjaciół spędzało ten czas z rodziną, wiec do centrum miasta  poszedłem sam.

Postanowiłem pokonać drogę do ośrodka melanżu i braku kultury jakim stają się okolice wrocławskiego rynku w dni – powiedzmy – dansingowe autobusem. Jeśli uważacie, że mówię nieprawdę to polecam zwiedzić te rejony w niedzielny poranek, zaraz po jutrzence czyli przepięknej jasności zapowiadającej wschodzące słońce. Widok jest dramatyczny i myślę, że borsuk grasujący w kupie śmieci zrobiłby mniejszy bałagan. W dodatku borsuk przenosi często jedynie wściekliznę.

Z zatłoczonego pojazdu wysiadłem po przejęciu wszystkich nieprzyjemnych zapachów gęstniejących z każdą minutą w jego wnętrzu. Powąchałem dłonie i pragnąłem je wtedy odciąć. Niestety nie miałem niczego do cięcia przy sobie. Odgryzanie nie wchodziło w rachubę, ponieważ po prostu brzydziłem się dotknąć ich ustami.

Zawędrowałem w okolicę dość spokojną, rozświetloną ciepłym kolorem żółtych latarni. Plac ogrodzony przepięknymi kamienicami zachęcał do pozostania tutaj przez dłuższą chwilę, jednak nagle przed moimi oczyma przebiegła mała, szara mysz. Wystraszyłem się tego zwierzęcia tak mocno, że natychmiast znalazłem  bezpieczne schronienie w jakimś pubie tuż przy barze.

Zamówiłem standard: dwie wiśniówki – 80ml słodkiego płynu, szklankę złocistego whisky i tatar

Przedstawiony zestaw jest obowiązkowym startem, ponieważ nawet gdyby reszta nocy się nie udała to i tak tę noc należy uznać za udaną. Dwa kieliszki mocnego alkoholu rozpoczynają lekki szum w głowie i dodają kurażu, tak potrzebnego w razie jakichkolwiek niespodziewanych rozmów z obcymi osobami, a co gorsza ze znajomymi z pracy. Piwo utrzymuje lekki stan oszołomienia i umila czas podczas posilania się surowym, krowim mięsem z zagnieżdżonymi w nim prionami. Zawsze jedząc czerwone i zmielone ciało zwierzęcia myślę o tym, że na starość stanę się warzywem. Whisky to trunek zastępujący towarzysza.



Zagadnęła do mnie jakaś dziewczyna wciągająca już drugiego tatara. „Przyszła się tu nażreć” – pomyślałem. Rzucam okiem na jej sylwetkę i ku memu zaskoczeniu, okazała się – tak modną w obecnym czasie – fitdziewczyną.

Opięta na brzuchu bluzka uwydatniała twarde, jak skała mięśnie. Piersi postawione wysoko za pomocą stanika push-up zaburzały obieg krwi w moim organizmie. Kościste dłonie spowijały grube i niebieskie żyły ciągnące się przez całe przedramiona i jakby uchodząc w jedną najgrubszą nitkę osadzoną po środku mięśnia dwugłowego, zwanego najczęściej bicepsem. Długie blond włosy leżały swobodnie na obu ramionach pachnąc cudownie szamponem z Lidla.

– Niezły ten tatar – skomentowała, wkładając zaraz kolejny kęs do ust.

– Mnie również smakuje – odrzekłem, błyskawicznie wracając wzrokiem na moją prawie pustą szklankę perfumowanego trunku.

– Jestem Julia, pracuję w korpo – przedstawiła się bez zbędnych ceregieli.

– Ja też pracuję w korpo, ale nienawidzę mojej pracy. Firma zatrudnia kilkanaście tysięcy osób. Czuje się przez to jak nic nie znaczący trybik pośród wielu innych nic nieznaczących trybików – uzewnętrzniłem się nieoczekiwanie.

Dziewczyna przechyliła kieliszek do dna. Zamówiła kolejny od barmana, traktując go trochę, jak swojego służącego, po czym zapłaciła swoją złotą kartą kredytową, z jakiegoś zagranicznego banku.

 – Dla mnie jest to praca marzeń. Na co dzień posługuję się angielskim. Moim menedżerem jest Francuz, a jego menedżerem Niemiec pochodzenia tureckiego. Pensję mam super. Moi rodzice razem nie zarabiają tyle co ja sama. Przestałam ich odwiedzać, bo poziom ich życia mnie przeraża. Ostatnio byłam na zagranicznej delegacji. Nie wyobrażasz sobie, jakie biura mają za granicą: olbrzymi, przeszklony Open Space. Tam ludzie się szanują. Znają znaczenie pieniądza. Twoja firma jest mała i pewnie dlatego nie lubisz swojej pracy. W mojej pracuje ponad 100 000 osób na całym świecie – mówiła męcząc moją biedną głowę.

– Nie mówmy o pracy, jest to dla mnie drażliwy temat. Boli mnie brzuch, jak tylko o tym myślę. Jakie są twoje zainteresowania? – zapytałem chcąc zmienić tok rozmowy.

– Uwielbiam podróżować, lubię fotografię i chodzę na siłownię. – O siłowni nie musiała niczego dodawać, jej ciało mówiło samo za siebie. Zrobiło mi się gorąco, aż włosy samoistnie zaczęły prostować się na głowie. – Prowadzę też konto na Instagramie.

Wyjęła z torebki wielgachny telefon z ledwością mieszący się w jej żylastej dłoni. Odpaliła aplikacje Instagram

Zdjęcia, które mi pokazała przyprawiły mnie o zawrót głowy. Wypięte piersi, napięte pośladki, duże dekolty, uwydatnione usta, długie paznokcie, agresywny makijaż. Wszystkie te elementy podniosły mój puls dwukrotnie. Zdjęcia z siłowni wreszcie się skończyły i przeszła do zdjęć na jakiejś piaszczystej plaży. Myślałem, że wybuchnę.



– W tym roku byłam na bardzo drogich wakacjach zagranicznych – komentowała rozpoczynając wyświetlanie kolejnych fotografii.

„Tego to już za wiele. Nie uniosę tych bardzo drogich wakacji zagranicznych” – pomyślałem i wyszedłem z lokalu bez słowa, nie dopijając drinka.

Ciąg dalszy nastąpi…

Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zajrzyj do STREFY PORAD! Może znajdziesz w niej odpowiedzi na nurtujące Cię pytania?

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!

 


Warto posłuchać:


 

Zapraszam do komentowania!