#7 – Zaręczyny, czyli certyfikat zgodności na miłość


W tym odcinku przeczytasz:

  • Jaką wieścią Julia zaskoczyła koleżanki?
  • Ile kosztowała jej nowa biżuteria?
  • O co pytały Julię koleżanki?
  • Jakiego mężczyzny szukają kobiety?
  • Kto chcę wziąć kąpiel w wannie wypełnionej szampanem?

Zaczynajmy!

– Miłość! – Julia wykrzyczała radośnie. – Nie uwierzycie, ale on mi się w końcu oświadczył! – zakomunikowała dwóm koleżankom pijącym właśnie drinka w pubie.

– Naprawdę? – odpowiedziały chóralnie udając niedowierzanie.

– Na serio. Po co miałabym was kłamać? – odparła unosząc prawą dłoń ku górze prezentując złoto-platynową obręcz okalającą jej serdeczny palec.

– Wspaniały. Jak się błyszczy! – zachwyciły się koleżanki.

– Trochę luźny, ale nie chcę go zmieniać. Widocznie miał taki być – skomentowała.

– Ja bym zmniejszyła – przedłożyła Katarzyna.

– A ja nie, bo w przyszłości nie wiadomo, czy nie przytyję. Lepiej mieć zapas – wyraziła swoją opinię Łucja.

– A ile kosztował? – zapytały obie jednocześnie.



– Nie sprawdzałam – odparła nonszalancko Julia.

– Nie sprawdzałaś? A od jakiego jubilera miał pudełko? – domagały się szczegółów.

– Pudełka nie widziałam. Pierścionek miał w kieszeni i wyciągnąwszy go z niej włożył od razu na mój palec, oczywiście po uprzednim przyzwoleniu. – Julia zaśmiała się przykładając pierścionek do policzka.

– A jeśli kupił bez certyfikatu? Sprawdzałaś ile diament ma karatów? – dociekały wspólnymi siłami.

– Do głowy mi nawet nie przyszło! Po co mi to wiedzieć? Wygląda dobrze. Podoba mi się, a koniec końców to tylko symbol.

– Niby symbol, ale pensję powinien na niego przeznaczyć. Lepiej sprawdź! Co jeśli kosztował 500zł? Poproś go o ten certyfikat! – zażądały.

– To nic, jeśli kosztował tylko 500zł. Znaczy się, że zrobił dobry interes – zażartowała Julia.

– Chyba sobie żartujesz? Pierścionka tańszego niż średnia krajowa, bym z całą pewnością nie przyjęła – zadeklarowała stanowczo Katarzyna.

– A prosił cię ktoś, kiedyś o rękę? – zapytała już zirytowana Julia.

– Nie, nie mam szczęścia do facetów. Trafiają mi się sami frajerzy. Na tych portalach randkowych szukają seksprzyjaciółek, a nie kogoś na całe życie. Traktują cię, jak kolejną przygodę. – Katarzyna wpadła w chwilowe zamyślenie. – Trudno to powiedzieć, ale oni szukają kobiety, jak jednego ze swoich kolejnych i codziennych zajęć w ciągu dnia. Praca, siłownia, japoński, taniec i na koniec bzykanie! Taki mają program dnia.

– Z całą pewnością kogoś znajdziesz – pocieszała Łucja – Ważne, żeby nie brać byle kogo. Facet musi mieć dobrą pracę, przynajmniej dwupokojowe mieszkanie, dbać o siebie, jadać dużo wegetariańskich potraw, wierzyć w Boga, być czułym, miłym, lubić się przytulać, powinien też być agresywny, na wypadek gdyby ktoś cię zaczepił na ulicy, chodzić regularnie do barbera, bo najlepsi są ci z brodą. Sądzę, że dobrze gdy ma ukończoną szkołę podyplomową lub dwie, nie powinien mieć zbyt wielu dziewczyn wcześniej, a jeśli zdarzyła mu się kiedykolwiek „jednorazówka” należy go od razu skreślić!

– A co jeśli ci nie powie o tych „jednorazówkach”? – pytały dwie pozostałe.

– Ja bym mu też nic, o swoich szaleństwach nie napomknęła. – Łucja zarechotała. zaraz po postawieniu kropki na końcu zdania.

– A gdzie ci się oświadczył? – Dziewczyny znów zaczęły gnębić Julię dodatkowymi pytaniami.

– W parku niedaleko nas. Tam, gdzie mieliśmy pierwszą randkę. Mówiłam wam o tej randce wiele razy. – Julia wzdychnęła wspominając tę wspaniałą chwilę.

– W parku? – zadziwiły się pannice, otwierając szeroko gały.

– A co w tym zaskakującego? – zdziwiła się.

Katarzyna i Łucja poczęły pytać na przemian:

– To nie skakał z tobą na spadochronie?

– Nie nurkował?

– Nie zabrał do Wenecji?

– Chyba do Werony?

– Nie wspiął się na Rysy, czy Blanca?



– Nie wziął na łódkę?

– Zignorował Wschód Słońca?

– A piaszczysta plaża i morze do tego Słońca?

– Poszliście na kolację później?

– Nie, po prostu spacerowaliśmy razem, a potem mnie odprowadził do domu – zrelacjonowała Julia.

– Bez szampana?

– Bez restauracji i stolika z białym obrusem i lampką czerwonego wina?

– I nie grał wam skrzypek z wysokiego balkonu?

– Nie śpiewał mężczyzna w eleganckim smokingu?

– A były choć kwiaty?



– Kwiatów zapomniał wziąć z domu z wrażenia. Przyniósł na drugi dzień.

– Ja to bym chciała, żeby mężczyzna oświadczył mi się w helikopterze latającym wokół Statuy Wolności w USA. Wtedy z pewnością powiedziałabym: „TAK” – wyznała szczerze Łucja – Później pojechalibyśmy wynajętym Porsche do Las Vegas i tam po cudownej kolacji wzięlibyśmy kąpiel w wannie z szampanem, a boy hotelowy oblewałby nas strugą złotych bąbelków i karmił truskawkami. Po upojnej nocy zbudzilibyśmy się nadzy pod śnieżno-białą kołdrą w luksusowym apartamencie. Gdzie są tacy faceci, którzy zdolni byliby do sprawienia mi takiej radości?!

– Nie ma takich, moja droga – wyjaśniła Julia.

– No właśnie…

Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zajrzyj do STREFY PORAD! Może znajdziesz w niej odpowiedzi na nurtujące Cię pytania?

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!

 


AJLAWJU (treść tylko dla dorosłych!):


2 Replies to “#7 – Zaręczyny, czyli certyfikat zgodności na miłość”

  1. Super, nie nogę się doczekać następnych felietonów.

    1. rzeczoczywistapolska.pl says: Odpowiedz

      Dzięki! Następny wpis już jutro! 🙂

Zapraszam do komentowania!