#6 – Smog, czyli dym i mgła walczące z globalnym ociepleniem


W tym odcinku przeczytasz:

  • Jaka jakość powietrza występuje w naszym kraju?
  • Jaką maskę wybrać, gdy wychodzisz z domu?
  • Co stary mężczyzna robił w parku?
  • Co nie podobało mu się najbardziej?
  • Jaki plan miał na rozwiązanie swojego problemu?

Zaczynajmy!

– Strasznie dziś zimno – błyskotliwie zakomunikowałem.

– Dawno nie widziałem na termometrze wskazania -20 stopni Celsjusza. Założyłem nawet kalesony! Ostatni raz zrobiłem to, gdy zmusiła mnie do tego matka w pierwszej klasie podstawówki – skomentował Arek.

– Najgorsze i tak były rajtuzy. Sprawdzałeś dziś może jakość powietrza?

– Jasne, że tak! Bez tego nie ruszam się z domu. Dziś mamy PM10 na poziomie: 117 µg/m³ i PM2.5 równe 123 µg/m³

– Stary, a co to w ogóle znaczy? – dopytałem.

– Tyle, że lepiej nie wychodzić z domu, albo najlepiej kupić sobie maskę lub szalik antysmogowy. Polecam z motywem Spiderman’a. – odparł żartobliwie.

– Przecież wiesz, że nie o to pytałem. Chodzi mi o PM10 i PM2.5.

– Coś z cząsteczkami, chodzi chyba o ich wielkość. Sprawdź w google, jak chcesz poznać szczegóły.

– To co biegamy?



– W porządku, tylko poczekaj, bo muszę założyć maskę z filtrem Spiderman’a, yyy…, węglowym, czy jakimś tam. Nieważne. W każdym razie ma odpowiedni zestaw filtrów. Kosztowała mnie 200zł, ale ma wszystko, co chciałem. Najważniejsze, że przylega dobrze do twarzy. Jest znany przypadek człowieka ze Śląska, który z oszczędności kupił na bazarze maskę za mniej niż pięć dych. Maska zsunęła się zatykając mu nozdrza, a według załączonej do niej krótkiej instrukcji należało w niej oddychać tylko i wyłącznie przez nos, aby uniknąć zaparowania i w ostateczności zawilgocenia maski. Facet się zastosował i nie otworzył ust. Zmarł z niedotlenienia. W parku znalazła go służba skarbowa poszukująca go od czasu zakupu felernej maski. Podobno nie odprowadził za nią VAT. Funkcjonariusze państwowi, w ramach kary, opróżnili jego kieszenie i wszystkie konta zanim zgon został zgłoszony do Urzędu Stanu Cywilnego. Ciało delikwenta spalono w krematorium, a prochy rozrzucono w niewiadomym miejscu, tak aby cały naród zapomniał o tym pohańbionym wywrotowcu. Podobno cała jego rodzina zmieniła nazwisko na bardziej odpowiednie: WAT i wszyscy zaczęli palić fajki i pić wódkę w celu odprowadzania, jak największej sumy za akcyzę. Wszystko po to, by zrekompensować dobrotliwemu państwu uszczerbek w budżecie.

Arek założył maskę na twarz. Wyglądał w niej świetnie. Producent zadbał o każdy drobny szczegół, dobierając nawet odpowiednią komiksową kolorystykę. Wystartowaliśmy. Pierwszy kilometr truchtaliśmy dość wolno, po czym przyspieszyliśmy do bardziej poprawnego tempa.

Po drodze mijaliśmy wiele osób, a każda z nich miała założoną na twarz antysmogową maskę:

Kobieta ubrana w coś na wzór pidżamy z kapturem imitującym uszy niedźwiadka, ubrała pluszową maskę w kształcie mysiej mordy. Swojemu psu spuszczonemu ze smyczy również włożyła maskę świetnie dopasowaną do wielkiego labradorskiego pyska. Psią maskę ozdobiono cekinami i koralikami.

Mężczyzna w eleganckim płaszczu i garniturze osłonił się czarną, elegancką maską, z której dolnej części zwisał krawat. Przyczepił ją złotym łańcuszkiem do prawego nadgarstka.

Nastolatek przyodziany w niby nie pasujące do siebie elementy garderoby, ale stanowiące razem całkiem niezłą całość wcisnął na stopy tenisówki: jedną zieloną, drugą czerwoną. Skarpetek, albo nie miał, albo założył te wycięte pod kostkę. Rurkowate dżinsy opinały się na jego patyczkowatych nogach i kończyły powyżej kostek. Poprzedzierany materiał eksponował zaczerwienione od mrozu kolana. Za krótka i rozpięta kurtka odsłaniała nagie plecy chłopaka. Czapki, szalika i rękawiczek nie odnotowałem, za to na twarz włożył antysmogową maskę ze specjalnym otworem na dżointa, którego właśnie palił z zadowoleniem.



Po kolejnym okrążeniu przestałem zwracać uwagę na zamaskowanych typów i zaryzykowałem oderwanie oczu od podłoża obserwując okolicę. Biało-czerwone kominy wyrzucały z siebie kłęby śnieżnych obłoków szybko opadających w dół. Z jednorodzinnych domków ledwie wydostawał się kopcący dym, przepełniony sadzą i kto wie czym jeszcze. Widząc to samo co ja, Arek skomentował:

– Zobacz tamtych – wskazał palcem na domki – pewnie palą plastikami i niewysuszonym drewnem. Szczęśliwie straż miejska zakupiła drona mierzącego skład dymu. Pewnie dobiorą się im do kieszeni. W takich kwestiach powinniśmy na siebie donosić, bo to dla dobra ogółu. Jeden mandacik za niedosuszone drewno powinien nauczyć tych skurczybyków dbać o środowisko.

Zmieniliśmy kurs biegu kierując się w stronę naszego osiedla. Wbiegliśmy na skwerek nieopodal parku, w którym biegaliśmy. To co zobaczyliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania: na środku placu stał brodaty, stary mężczyzna. Trzymał w ręku wąż strażacki, z którego wydobywał się – no właśnie – niewidzialny strumień dwutlenku węgla. Za człowiekiem stał spory kontener na kółkach opisany:

AGRERGAT CO2



Pomimo zimy, w pobliżu tego dziwacznego indywiduum, drzewa i krzewy zieleniły, wypuszczając pierwsze wiosenne pączki. Działo się to na naszych oczach. Wtedy Arek podszedł do mężczyzny i zapytał:

– Człowieku, co ty wyprawiasz? Czy wiesz, że dwutlenek węgla jest gazem cieplarnianym wpływającym na globalne ocieplenie?

– Wiem doskonale – odrzekł uśmiechając się szeroko.

– To pytam zatem ponownie: co ty wyprawiasz?

– Walczę ze smogiem. Nie da się przez niego w ogóle oddychać.

Mężczyzna splunął na ziemię czarną flegmą i skierował na nią wskazujący palec:

– Spójrz tylko, od dwudziestu lat charkam zieloną flegmą, a teraz zrobiła się czarna. Nie mam zamiaru tego dłużej znosić.

– No, ale skąd to CO2?

– Przyjacielu, smog to mgła, w której wiszą różne cząsteczki, w tym na przykład sadza. Taka sadza nie pozwala dostać się promieniom słonecznym na powierzchnię skorupy ziemskiej, przez co tu u nas tak zimno. A my palimy w piecach jeszcze mocniej. Zmyślniejsi dorzucają do pieca plastików, co by temperaturę w domu podnieść, nie myśląc o tym, że schładzają wszystko w koło. Tak więc moim pomysłem jest dostarczyć do atmosfery więcej CO2, by zrobić nam tutaj Safari i wtedy już nikt w piecu palił nie będzie. Zniknie smog, a ja będę znów mógł charkać zieloną flegmą!

Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zajrzyj do STREFY PORAD! Może znajdziesz w niej odpowiedzi na nurtujące Cię pytania?

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!

 


Home – S.O.S. Ziemia!


 

Zapraszam do komentowania!