#3 – Papugarnia, czyli demoralizacja wygłodniałych ptaków


W tym odcinku przeczytasz:

  • Gdzie udałem się z Julią po przepysznym obiedzie?
  • Ile zapłaciliśmy za wstęp?
  • Co kupiliśmy przed wejściem i do czego może służyć płyn do dezynfekcji?
  • Kto i jak zginął w trakcie zamykania drzwi?
  • Jakich atrakcji nie należy omijać podczas wakacji w Egipcie?

Zaczynajmy!

– Ale się najadłem! – bezwstydnie wyraziłem swój aktualny stan.

– Ja też – dodała Julia – To co teraz robimy?

Niemalże nie słysząc jej pytania gapiłem się na dwóch mężczyzn siedzących przy dwuosobowym stoliku po drugiej stronie szyby. Jedli zupę z olbrzymich misek przymilając się do siebie. Wyglądali trochę, jakby mówili:

– No coś ty, nie będę cię naciągał kolejny raz na obiad. Tym razem ja zapłacę.

– To żaden kłopot, a wręcz przyjemność mój słodki przyjacielu. Pozwól, że to ja zapłacę.

Jeden z nich miał twarz zniszczoną głębokimi i purpurowymi bruzdami pozostałymi po przebyciu młodzieńczego trądziku.  Ciekaw jestem, jak prezentował się za chłopięcych lat. Wyciskanie takich pryszczy musiało być nie lada utrapieniem i podejrzewam, że nie raz kończyło się ufajdaniem całego lustra. Po powrocie do domu, jak tylko przypomniałem sobie tę paskudną, chłopczykowatą i ugrzecznioną twarz, bez zwłoki odpaliłem na youtubie filmiki, na których ludzie pozbywają się niewiarygodnie kolosalnych pryszczy.

Ściśnięcie palcami. Pęknięcie. Biała ropa. Krew. Dezynfekcja. Fuj!

Spędziłem na tym godzinę zanim zorientowałem się, czym się zajmuję.

Wracając do mnie i Julii. Staliśmy chwilę w ciszy. Przemieszczające się między kamienicami masy powietrza zabierały ze sobą kolejne porcje wygenerowanego przez nas ciepła.

– To jaki pomysł? – ponowiła pytanie.

– Hmm. Nie mam pomysłu – znów zawiesiłem głos wpatrując się w głaszczących się po dłoniach mężczyzn – Może do Papugarni? – zaproponowałem.

– A co to jest? Pierwsze słyszę.

– Niedaleko tego miejsca znajduje się kamienica, której wnętrze zamieszkało kilkadziesiąt kolorowych papug. Tylko bilet za 20zł – starałem się wycofać ze swojej propozycji, zniechęcając koleżankę.

– To nic! Ja zapłacę! – zaoferowała, a ja nie oponowałem.

– To w takim razie, nie ma na co czekać. Chodźmy.

Weszliśmy do wnętrza budynku. W środku sami rodzice z dziećmi. Kupiliśmy bilety, karmę do karmienia papug, breloczek z tukanem, wysłuchaliśmy szkolenia prowadzonego przez faceta z długim i niezadbanym, siwym wąsem i udaliśmy się schodami na górę do pokoju z papugami. Oczywiście przed wejściem, zgodnie z obowiązującym regulaminem, zdezynfekowaliśmy buty i ręce.

– Czy ten płyn, którym spryskaliśmy sobie dłonie to wódka? – zapytałem Julii wąchając prędko parującą ciecz.

– To spirytus do odkażania – odparła.



Wróciłem się do butli ze środkiem dezynfekującym i wpsikałem sobie do gardła kilka doz ohydnego płynu. W końcu do obiadu wypiłem tylko jednego browara, a dochodziła już druga w południe. Weszliśmy schodami na górę przedzierając się przez serię plastikowych kotar. Otworzyłem liche drewniane drzwi i uderzył mnie zwalający z nóg smród, gorszy niż w męskiej toalecie na Politechnice. Zrobiłem krok naprzód, stąpnąłem na jakieś trociny porozrzucane po całej podłodze, po czym puściłem samozatrzaskujące się drzwi.

– Nieeee! – wydarłem się widząc, jak zielone ptaszydło frunie między drzwi a futrynę próbując wydostać się z przydużej klatki.

Drzwi zatrzasnęły się na jej głowie. Padła na ziemię nieruchoma. Kolejne ptaszydło wydarło dziób wywalając na wierzch swój gruby i brzydki jęzor w kształcie ogrodowej glizdy. Odwróciła uwagę gawiedzi, a ja wykorzystałem ten moment na wkopanie trupa pod trociny, tak aby nikt nie spostrzegł. Tylko Julia kiwała głową z politowaniem.

– Najgorsze za mną – odetchnąłem.

Po chwili, uspokojony oddałem się w całości zwiedzaniu. Papugi szybowały w tą i z powrotem szukając kolejnych karmicieli. Siadały ludziom na ręce, głowy, barki, wspinały się po ubraniach. Niektóre stojąc na wyprostowanej dłoni odruchowo brały ziarno do gęby i nie mogąc go zmieścić w brzuchu wypluwały na ziemię. Sprytniejsza część rozłożyła siły na dłużej, bo nawet w połowie dnia nadal połykały ziarna ze smakiem i ochotą, albo drugą możliwością jest, że były bulimiczkami i co godzinę wymiotowały gdzieś w kącie, tak żeby być gotową na sprostanie oczekiwań klientów.



Wszyscy pstrykali fotki, więc wsadziłem łapsko do kieszeni i wygrzebałem z niej 5 calowe cudo – przy okazji podrapałem się po jajach. Włączyłem aplikację do fotografowania, ustawiłem upiększanie na level 10, bo a nóż zechciałbym zrobić sobie selfie i począłem rozglądać się w poszukiwaniu jakiejś fajnej papugi. Spodobała mi się najmniejsza z gromady. Kolorowa, grubiutka i pokraczna. Zbliżyłem się do lady, na której dziubała ziarenka. Oparłem się o blat rękami stabilizując trzymany przeze mnie telefon i gdy już miałem nacisnąć przycisk do zdjęcia, poczułem chłód na skórze. Zorientowałem się, że wsadziłem ramię w papuzie gówno i rozsmarowałem szarą maź po drewnianej powierzchni. Zdenerwowany zaniechałem pomysłu ze zdjęciami.

Niziuteńki, baniasty bachor sam wpieprzał ziarna ze swojego pojemniczka ślepiąc się na tłustą arę, jak na niedzielny rosół z ugotowanymi skrzydełkami. Szafirowo-topazowy ptak z zielono-białym łbem oraz grubym czarnym dziobem nie interesował się otyłym łakomczuszkiem siedząc na gałązce i skubiąc się pod piórkiem. Papuga doskonale wiedziała, że brzuchatego pączka nie stać na ekwilibrystyczną akcję, w której mogłaby zostać upolowaną.

Zapominając o smrodzie, gównie i gorzkim smaku alkoholu oceniłem to miejsce, jako fajne. Papugi mają w sobie coś ludzkiego. Zdają się być bardzo inteligentne i społeczne.


 


Znam kogoś, kto był kiedyś w Egipicie. Jest to osoba, która pytana czy piramidy w Egipcie widziała, odpowiada:

– Piramidy? Żarcie było dobre, wiesz wszystko ALL INCLUSIVE!



Może też kogoś takiego znasz? Nieważne! Wpadło mi to do głowy, ponieważ przypomniałem sobie o zdjęciu, na którym ten wytrawny i empatyczny turysta karmi biednego, wychudłego, wygłodzonego, maleńkiego wielbłąda. Zdjęcie jest przednie, wzbudza respekt, zachęca do pochwał i robi naprawdę pozytywne wrażenie. Tylko, że ta butelka była pusta.

Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zajrzyj do STREFY PORAD! Może znajdziesz w niej odpowiedzi na nurtujące Cię pytania?

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!

 


 

Zapraszam do komentowania!