#19 – O wychowaniu – dlaczego warto utrzymywać konwenanse


W szkolnych murach rozbrzmiał donośnie dźwięk dzwonka oznaczającego koniec przerwy. Dzieci wesoło wbiegły do szkoły. Grupka uczniów skłębiła się przed wejściem do klasy próbując przecisnąć się przez drzwi w jednym czasie. Krzesełka zapełniły się w trymiga.


Pan Stanisław


Do pomieszczenia wszedł nauczyciel – Pan Stanisław. Pan Stanisław to sympatyczny mężczyzna urodzony w drugiej połowie XX w., a dokładniej w latach sześćdziesiątych. Należy do przedstawicieli pokolenia X utożsamiającego się z ówczesnymi wartościami oraz stylem życia. Nie zmienił w swoich poglądach niemal nic od momentu osiągnięcia biologicznej dojrzałości. Buntownicze nastawienie do otaczającego go świata wyraża poprzez zarówno nonszalancki ubiór, jaki i sposób zachowania.
Pan Stasiu ma w zwyczaju gwizdać na dobre maniery. Nie ustępuje miejsca starszym. Przerywa w rozmowie. Zwraca się do każdego – nawet obcego człowieka – na „ty”. Obscenicznie dłubie w nosie. Na uroczystości szkolne ubiera t-shirt. Jada śniadanie oparty o ścianę szkolnego korytarza nie używając sztućców do konsumowania ryżu czy makaronu. Brudne ręce wyciera we wciąż poplamione spodnie. Nie ustępuje miejsca kobietom w ciąży. W drzwiach przechodzi oczywiście przed kobietami. Jednakże dzieci do klasy wpuszcza – zawsze i bez wyjątku – jako pierwsze.


Początek lekcji


Krzyki, biegi i zabawy ustały natychmiast po zamknięciu drzwi. Nauczyciel przeczesał długie włosy palcami. Tłuste kudły ułożyły się wzdłuż pleców przyklejając się do skóry.

– Jak długo zapuszczał pan swoje włosy – zapytał Piotr z pierwszej ławki.
– Nie pamiętam bym kiedykolwiek je ścinał – odparł niechętnie nauczyciel.
– A jak duży ma pan grzebień? – dopytała Julia z drugiej ławki.
– Nie mam grzebienia. Włosy układa mi wiatr i siła ciążenia – odpowiedział lekko się irytując.
– A jak długo się je myje i ile szamponu potrzeba, aby je wszystkie umyć? – dociekała Kasia.
– Dość tego! Nie będziemy dziś mówić o mnie. Zajmiemy się innym długowłosym mężczyzną zmarłym wiele lat przed naszymi narodzinami.

Pan Stanisław pochwycił w ręce kredę i zaczął pisać na tablicy. Kreda sunąca po ciemnoszarej powierzchni wydała bolesny dla ucha pisk wywołując u niektórych dzieci zgrzyt zębów. Na tablicy rozpostarł się olbrzymi napis:


Adam Mickiewicz
„Gdy tu mój trup…”


– Dziś poznacie twórczość naszego wieszcza narodowego, który pochowany został w Krakowie na Wawelu, a którego pomniki znajdziecie np. w Poznaniu czy we Lwowie.
– Mam zdjęcie obok grobu pana Adama! – pochwalił się Tomek.
– To dobrze – skomentował pan Stanisław nie chcąc wchodzić w tę dyskusję. – Chcę Wam dziś przytoczyć wspaniały wiersz wspomnianego przeze mnie poety.
– Jakiego poety? – zawołała połowa klasy.
– Adama Mickiewicza! – wykrzyczał rozgniewany nauczyciel przez zaciśnięte zęby. – Czy ktokolwiek mnie tutaj słucha? – zapytał retorycznie podnosząc z biurka przepięknie wydany tomik poezji.


Wiersz


Rozdrażniony, ale i poruszony belfer rozpoczął czytanie wiersza:


Gdy tu mój trup w pośrodku was zasiada,
W oczy zagląda wam i głośno gada,


Uwaga dzieci skupiła się na czytającym pedagogu.


Dusza w ten czas daleka, ach, daleka,
Błąka się i narzeka, ach, narzeka.


Maleńkie duszyczki opuściły ciała uczniów udając się daleko poza mury szkoły.


Jest u mnie kraj, ojczyzna myśli mojej,
I liczne mam serca mego rodzeństwo;
Piękniejszy kraj niż ten, co w oczach stoi,
Rodzina milsza niż całe pokrewieństwo.


W wyobraźni młodych obywateli narysowały się kontury będące granicami Polski. Wewnątrz patetycznie nakreślonych kresek ukazały się twarze mamy, taty, brata, siostry, przyjaciela, przyjaciółki, wujka, cioci, babci, dziadka, sąsiada i sąsiadki.


Tam, wpośród prac i trosk, i wśród zabawy,
Uciekam ja. Tam siedzę pod jodłami,
Tam leżę wśród bujnej i wonnej trawy,
Tam pędzę za wróblami, motylami.


Dziecięce nóżki zrzuciły trzewiczki ze stópek, po czym poczęły wymachiwać nimi frywolnie do tyłu i do przodu i znów do tyłu i do przodu…
Nagle w brzuchu pana Stanisława zaburczało, a ten skrzywił się z przekąsem przerywając na moment recytację. Angielskie śniadanie zjedzone o godzinie 6 rano dało o sobie znać. Dźwięk podobny do rozpruwanego ubrania wznowił ekspresyjną deklamację.
Konsternacja zjawiła się na niewinnych i wzruszonych dziecięcych twarzyczkach zarumienionych od mocniejszego bicia serca.


Tam widzę ją, jak z ganku biała stąpa,
Jak ku nam w las śród łąk zielonych leci,


Po klasie rozbrzmiało donośne „pruk”. Zanim podążyło przeciągłe „prrrrrrrrrrryk”. To nieprzyjemne brzmienie wydobyło się spomiędzy pośladków pana Stanisława, który absolutnie nic nie robił sobie z tego faktu, ponieważ, jak twierdził, pierdzenie jest naturalnym działaniem ludzkiego organizmu porównywalnym do oddechu. „Lepiej zdrowo sobie pierdnąć niż dać złotówkę lekarzowi” – mawiał z uśmiechem na ustach. 
Z tyłka nauczyciela wydobywały się kolejne bąki, niczym seria z karabinu maszynowego. Twarze maleńkich patriotów pokwaśniały, a rozpłomienione duszyczki przygasły wracając do swojego ziemskiego domu.


I wpośród zbóż jak w toni wód się kąpa,
I ku nam z gór jako jutrzenka świeci.


„Pruk” – zakończył Stanisław.


Morał


Efektem końcowym takiego sposobu przedstawiania pięknego utworu poetyckiego przez nauczyciela było ogólne rozgoryczenie połączone z prowokującym do ucieczki obrzydzeniem. Czar wiersza powstrzymał całą klasę przed zbiegnięciem ze skażonej biologicznie klasy.
Czy tak powinno zakończyć się to krótkie wystąpienie nauczyciela? Oczywiście, że nie! Dlatego czasami warto trzymać się norm zachowań i czynić to, co wypada jednocześnie hamując się przed tym czego nie wypada. Rzecz jasna istotny jest kontekst w jakim się aktualnie znajdujemy, bowiem jeżeli bierzemy akurat udział w konkursie na podpalanie bąków, wymawianie swojego imienia bekając, czy pisania strumieniem moczu po śniegu, wtedy zaczynają obowiązywać nas inne zasady niż zazwyczaj. Rezygnacja z postępowania wedle nich pozbawia nas szansy na chwałę i uznanie wśród zebranej gawiedzi.
Jednakże należy nieustannie pamiętać, że pisanie po śniegu moczem imienia ukochanej jest zawsze, ale to zawsze złym pomysłem!


Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!


Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz”

Zapraszam do komentowania!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.