#18 – O wychowaniu – czego nie mówić dzieciom

Poddenerwowany wyszedłem na balkon zapalić papierosa. Siąpił deszcz. Przyjemny chłód pozwolił na nowo zebrać myśli. Reorganizując zawartość umysłu napotkałem na wspomnienia z dzieciństwa. Wspomnienia będące niczym déjà vu, bowiem odniosłem wrażenie, że już kiedyś to przeżyłem – tylko z innej perspektywy.


Chłopięce wspomnienia


Pamiętam taką scenę z dzieciństwa, kiedy ojciec wychodząc na piwo z kolegami żegnał się z moją mamą. Powiedział do niej, aby nie czekała na niego, bo wróci późno. Nieświadomy swych słów wywołał niespodziewaną awanturę.

– Pewnie znów wrócisz do domu pijany! Zobaczysz, że zostaniesz takim samym pijakiem, jak nasz sąsiad z klatki obok. Chcesz, żeby nasze dzieci miały takiego ojca? – krzyczała wniebogłosy.

Stałem w korytarzu pomiędzy nimi. Słuchałem z przerażeniem i na moment struchlałem. Mózg zaczął reagować na bodźce i zasiał we mnie niepokój. Niepokój o dalsze losy naszej rodziny. Wnet wtuliłem się w nogę ojca prosząc go o nieupijanie się do cna. Błagałem, aby wypił tylko dwa piwa i wrócił o 22:00.



– Zobacz nawet twoje dziecko martwi się o ciebie. Dlaczego akurat ciebie wzięłam za męża? Mogłam wyjść za tego chirurga. Widziałeś w jakiej willi mieszka? Dobrze, że twoja ciotka przepisała ci tę klitkę, to przynajmniej mamy gdzie spać! Jak nie wrócisz do 22:00 to się z tobą rozwiodę! – zagroziła na koniec.

Łzy cisnęły mi się do oczu błagając tatę o rychły powrót – choć z tyłu głowy miałem tę opowieść o chirurgu i możliwości lepszego życia. Ojciec obiecał, że wróci na czas i będzie trzeźwy. 

Historia brzmi dość dramatycznie, ale najbardziej zdumiewające jest to, że mój tato pił alkohol może raz w miesiącu i to zawsze w towarzystwie. Dziś już wiem, co kierowało moją mamą – była zazdrosna o jakąś koleżankę z pracy, która zawsze chodziła na te spotkania.


Dziecięce rozumowanie


Nie brałem pod uwagę innych intencji wszczęcia awantury przez moją mamę, niż beznadziejną walkę o dobro naszej rodziny. Od momentu opuszczenia mieszkania przez ojca czatowałem w oknie z zegarkiem w ręku i wypatrywałem taty z duszą na ramieniu. Żyłem w przeświadczeniu, że spóźnienie, choć o jedną minutę, będzie skutkować rozpadem naszej rodziny. Dlatego co jakiś czas rozmawiałem z mamą przekonując ją, że 15 minutowe spóźnienie może zostać ojcu przebaczone. Zgodziła się ze mną, ale wyrażając dość wyraźnie swój brak wiary w przyjście jej męża na czas do domu.

Sekundy mijały jak minuty, minuty jak godziny. Na zegarku dochodziła 22:00. Czas niemal się zatrzymał. Wtedy, o 21:59 zauważyłem tatę idącego na własnych nogach w linii prostej. Otworzyłem szeroko okno i wykrzyczałem szczęśliwy:

– Tato!

Chociaż tyle miał pociechy z zepsutego wieczoru, że syn przywitał go z wielką radością wywołaną dotrzymaniem obietnicy. Od razu pobiegłem po mamę i przyciągając za rękę do okna pokazywałem trzeźwego ojca. Mój dramat się skończył. Byłem szczęśliwy z uratowania rodziny. Jeszcze przez tydzień wracałem ze szkoły dumny z siebie. Ponowny kryzys przyszedł przed świętami, kiedy tato zakomunikował, że ma spotkanie wigilijne z kolegami z pracy. Bałem się znów o przyszłość naszego domu, ale o dziwo tym razem żadnych kłótni nie było. Okazało się, że dziewczyna wzbudzająca zazdrość w żonach swych kolegów zwolniła się z pracy, więc nie było się o co wściekać.


Déjà vu?


O co chodzi z tym déjà vu? O to, że właśnie przeżyłem to samo, lecz w tym przypadku to ja jestem ojcem. Postanowiłem zrezygnować z pójścia do pubu dla dobra naszego dziecka mimo, że miałem wielką ochotę wyjść z domu. Nie chciałem wprawiać swojej pociechy w te same rozterki, które przeżyłem lata temu.


Nóż w głowie


Pozostając w domu i chcąc odegrać się na żonie postanowiłem zaproponować oglądanie filmu. Julia przystała na tę propozycję z ochotą, bo nie znała mojego niecnego planu małej zemsty. Po przygotowaniu wszystkiego na seans filmowy i zagonieniu dzieciaków do pokoi, usiedliśmy na kanapie razem i odpaliłem film – „Nóż w wodzie”. Mówi się, że był to pierwszy i najlepszy film Polańskiego. Moją zemstą był fakt, że film był czarno-biały, a Julia nienawidzi takich filmów.

– Boli mnie głowa – powiadomiła Julia.

Zapewne wyraziła to w celu uświadomienia mnie o swojej krzywdzie. Ale nie przejąłem się tą wątpliwie prawdziwą informacją. Dwa słowa kołatające się w mej głowie zaprowadziły moje myśli w daleką przeszłość. Znów przewijały mi się w umyśle obrazy z dzieciństwa. Tym razem mamę bolała głowa. Cierpiała na migrenę i co jakiś czas dopadał ją kilkudniowy ból. Zmartwiony cierpieniem rodzicielki wszedłem do sypialni rodziców, gdzie mama leżała pogrążona w całkowitej ciemności. Zapytałem:

– Jak mogę ci pomóc mamusiu?
– Przynieś mi z kuchni nóż – odparła.
– Dlaczego? – dopytałem przerażony.
– Bym mogła odciąć sobie bolący mnie kawałek głowy.


Nóż w głowie


„Błagam nie, nie rób tego mamusiu” – myślałem wystraszony. „Przecież umrzesz wycinając sobie połowę mózgu”. Po nóż nie poszedłem. Leżałem przy niej całą noc nie mogąc zmrużyć oka. Pilnowałem, aby nie brała żadnych narzędzi do rąk, choć z drugiej strony martwiłem się, że pulsujący ból rozsadzi jej czaszkę i wyjdzie na jedno. Przez kilka następnych lat za każdym razem kiedy bolała ją głowa lub cokolwiek o tym napomknęła miałem przed oczyma obraz zakrwawionego noża i rozpołowionej czaszki mojej mamy.


Morał


Morał z tych opowieści jest taki, że powinniśmy uważać na to, co mówimy w towarzystwie dzieci. Strasząc je tajemniczą babą, która zabierze je kiedy będą niegrzeczne albo spaleniem smoczka w piecu możemy wywołać w nich strach przed starszymi kobietami i płonącym węglem. Oprócz strachu wykorzystujemy inne emocje czy uczucia, aby argumentować swoje nakazy i zakazy. Mnie oduczano kładzenia nóg na stole, bo Bozia jest na stole. Do dziś nie wiem, o co z tym chodziło, ale do czasu osiągnięcia pełnoletności zapytany o to, dlaczego nie można trzymać nóg na stole, odpowiedziałbym, że Bozia jest na stole.

Słowa ranią umysł. Niestety, niewidzialne rany nie powodują w nas niepokoju, dlatego być może lepiej jest przywalić dzieciakowi za robienie czegoś źle niż wmawianie mu jakichś pseudo-faktów. Rany cielesne zagoją się w trymiga a te w głowie mogą sączyć swój jad przez całe życie. Oczywiście żartuję! Nie mam pojęcia co jest lepsze, a co gorsze. W każdym razie ze słowami należy być ostrożnym!


Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!


Nóż w wodzie

2 Replies to “#18 – O wychowaniu – czego nie mówić dzieciom”

  1. Z doświadczenia życiowego pijaństwo przed dzieckiem i taki stan pijaczka nie jest wzorcem ojca i mężczyzny. Dobry artykuł dzięki za refleksje.

  2. Również dziękuję!

Zapraszam do komentowania!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.