#15 – Pan M. i Julia, czyli czatowanie w pidżamie


#15 – Pan M. i Julia, czyli czatowanie w pidżamie


Występują:

Juliaopis znajdziesz w poprzednim odcinku #14

Pan M. – opis znajdziesz w poprzednim odcinku #14

Spotkanie Drugie

 

Jesienny wieczór. Okolice spowiła ciemność. Jedynie światła latarni rozświetlają osiedle tworząc nad nim żółtawą łunę. Na niebie nie widać gwiazd.  

Julia leży w łóżku ze swoim smartfonem, który jest w pomieszczeniu jedynym źródłem światła położonym w samym jego centrum. Rolety są zasłonięte. Dzieci śpią. Mąż wyjechał kupić okazyjnie towar na drugim końcu kraju. Pies śpi w kącie.

Pan M. siedzi sam w salonie. Komputer przenośny leży na jego udach. Na stoliku obok stoi systematycznie opróżniany kubek z herbatą. W drugim pokoju znajduje się jego żona i syn Romek. Oboje zasnęli w trakcie czytania bajki na dobranoc.

Julia

do Pana M.

Me
Cześć! 🙂
Pan M.
Cześć! 🙂 Jak mnie tu znalazłaś?
Me
Dałeś mi swój numer telefonu. Zapomniałeś?
Pan M.
Masz rację. Trochę się teraz wygłupiłem. Po prostu zaskoczyło mnie, że piszesz do mnie. W dodatku o tak późnej porze.
Me
A ty nie masz dzieci? Przecież życie przeciętnego rodzica zaczyna się dopiero po 21:00, jak już dzieciaki pójdą spać. Fajnie byłoby gdyby każdego dnia zasypiały równie grzecznie co dziś 🙂
Pan M.
Żona zasnęła czytając Romkowi do snu. Ja dziś miałem wieczór dla siebie. W zasadzie to nie wiem, czy słusznie jest czytać dzieciom do snu. Zmęczone po całym dniu nie są w stanie przyswoić odpowiednio dobrze przekazywanych im informacji, mimo że książki pisane dla dzieci są naprawdę atrakcyjne i czarujące.
Me
Pełna zgoda. Ale przyznasz, że nie ma kiedy tego robić. Dzieci od rana do popołudnia są poza domem. Siedzą w szkole czy w przedszkolu. No i ja na przykład bardzo lubię czytać przed zaśnięciem. Szczególnie dlatego, że jest to lepsze niż tabletki na sen. Po dwóch stronach powieki opadają nie wspierane już żadną siłą.
Pan M.
To prawda. Nie ma kiedy czytać swoim pociechom. Pozostaje tylko czas kładzenia się do snu. Ale czy nie masz wrażenia, że właśnie ten najbardziej produktywny czas dzieci spędzają w miejscu gdzie ich edukacja stoi pod znakiem zapytania? One od rana są najbardziej wypoczęte i chętne do czegokolwiek. Każda godzina zbliżająca je do snu zabiera kolejne porcje energii. Kiedy widzimy się z nimi po południu są już przemęczone, a my zawozimy je jeszcze na dodatkowe zajęcia, bo albo wszyscy gdzieś te dzieci zapisują i nie chcemy odbiegać od normy albo szczerze pragniemy, aby nauczyć nasze pociechy czegoś pożyteczniejszego niż dowiadują się w szkole. Jest jest jeszcze trzecia możliwość: Po prostu nie chcemy ich widzieć by mieć więcej wolnego czasu dla siebie.
Me
Tylko nie zacznij mi tu pisać eseju o edukacji w Polsce 😛
Pan M.
Przynajmniej szybciej zaśniesz 😛 Pozwól, że pociągnę ten wątek dalej nie bacząc na twój sprzeciw 😉 Po powrocie z dodatkowych zajęć nasz pupile konsumują kolację ze swymi cudownymi rodzicami. Ponadto później czeka je odrabianie zadań domowych, kąpiel – dla niektórych to istna katorga – i wreszcie czytanie bajek. Nie ma mowy, aby taka bajka mogła mieć jakieś większa walory poza atrakcyjną formą i fabułą, ponieważ ten wycieńczony nieborak leżący pod cieplutką kołdrą ma już wszystkiego serdecznie dość. Co więcej, w czasie pomiędzy tymi wszystkimi zaplanowanymi zajęciami, dziecięcy umysł jest bombardowany kanonadą beznadziejnie bezużytecznych informacji wydobywających się całymi falami ze smartfonów, komputerów i telewizji.
Pan M.
Czasami się zastawiam jak ja sam wciąż potrafię przyswajać te piekielną ilość informacji. Na każdym kroku atakują mnie miliony obrazów przekazujących niewiadome treści wprost do mojego mózgu. Tak się tylko wydaje, że nie zwracając na coś szczególnej uwagi nie kolekcjonujemy żadnych danych, a prawdą jest, że pobieramy je mimowolnie swymi naturalnymi interfejsami. Niewidomi pod tym względem mają lepiej.
Pan M.
Ludzie głusi i niewidomi zarazem, dzięki swym ułomnością zachowują całkowitą sterylność i wspaniałą higienę umysłu.
Pan M.
Moim osobistym nieszczęściem jest to, że od kilku ostatnich lat doskonale wiem co dzieje się u ludzi, których najpewniej już nigdy nie spotkam na drodze swojego życia i którzy nie leżą już w kręgu moich zainteresowań. Doskonale wiem kiedy ktoś zaszedł w ciążę. Zaręczył się. Wziął ślub. Skakał na spadochronie. Wiem o narodzinach i chrztach niemal obcych mi ludzi i – o zgrozo – znam te wszystkie dziecięce twarze. Najśmieszniejsze jest to, że gdy widzimy się na ulicy – my przyjaciele z social mediów – to nie mówimy do siebie nic – nawet: „Dzień dobry”. Ale oczywiście chwile później przypominamy sobie gdzie ten gość był w tym roku na wakacjach i bez problemu lajkujemy jego posty, jeśli tylko przypadną nam do gustu. Tu wtrącę, że najczęstszą relacją z podróży są zdjęcia przedstawiające niecodzienny luksus w fantastycznych okolicznościach przyrody okraszony jakimś krótkim podsumowaniem typu: „Było wspaniale”, „Grecja – polecam”, „Cudowne wspomnienia” itd.. To wszystko wina mediów społecznościowych zachęcających do generowania marnej jakości informacji. Ja nie potrzebuje i nie chcę tego wiedzieć na poziomie świadomości. Szkoda tylko, że na poziomie podświadomości występuję jakaś nienasycona potrzeba zmuszająca pozornie wolnych ludzi do gromadzenia niezliczonych ilości informacji.
Me
Może zaleci Biblią :P, ale po prostu oddzielaj ziarna od plew 😉
Pan M.
Masz rację Julio tylko, że oddzielanie ziaren od plew wygląda dziś bardziej jak szukanie igły w stogu siana. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której internet stanie się dostępny zupełnie dla każdego i przybędzie nam dodatkowych kilka miliardów unikalnych użytkowników dorzucających do puli kolejnych wątpliwej jakości informacji.
Me
Ty mówisz o podświadomości i niewiadomej potrzebie. Ja wiem, co to za potrzeba: to zwyczajna przyjemność niepoprzedzona żadnym wysiłkiem. Może nie jestem jakimś orłem i nigdy nim nie byłam, ale wiem doskonale, że aby się z czegoś móc cieszyć i radować bez żadnych konsekwencji, to trzeba na to najpierw zapracować, a nie dostać w prezencie jak pieniądze w Lotto.
Pan M.
Strzał w dziesiątkę! Muszę przyznać, że nie pokazujesz po sobie tej inteligencji 😛
Me
Palant!
Pan M.
Wiesz, że żartuję 🙂
Me
Wiem. I powiem więcej: Masz rację. Od małego nauczono mnie by się nie wychylać przed szereg. „Jeśli masz dobre serce, chcesz postępować moralnie i szanujesz innych, to nie wychylaj się, bo zanim się zorientujesz znajdziesz się gdzieś, gdzie tych trzech przymiotów będziesz musiała się wyzbyć” – mawiała moja babcia.
Pan M.
Już to mówiłem, ale się powtórzę: „Mądra ta twoja babcia”.
Me
Wiesz dlaczego do ciebie napisałam?

Pan M.

do siebie

Co to za pytanie? Do czego zmierzasz Julio? Kusisz mnie? Niby mi się nie podobasz i drażniłaś mnie nieco dzisiejszego poranka, jednakże jakiś prąd przebiegł po moich lędźwiach, gdy napisałaś do mnie na komunikatorze.

do Julii

Me
Nie mam pojęcia. Chciałaś zagadnąć i dodać mnie do znajomych?
Julia
Niezupełnie, choć jest w tym trochę prawdy.
Me
A powiesz mi dlaczego?
Julia
Coś mnie w tobie zainteresowało. Jesteś taki przemądrzały i spokojny. Dobry mąż i ojciec. Życie ułożone perfekcyjnie i w zgodzie z ogólnie przyjętymi zasadami, lecz wyczułam w tobie coś diabolicznego. Trudno powiedzieć mi dokładnie co to jest.
Me
Żartujesz sobie ze mnie?
Julia
Ani trochę. Podobasz mi się. A ta skryta w twojej głębi brudna natura zachęca do zrzucenia z siebie ubrania. Leżę w łóżku w samej bieliźnie.
Me
Ja piję herbatę 😉 A na sobie mam spodnie dresowe i poplamioną po kolacji koszulkę.
Julia
To mniej atrakcyjnie. Jesteś świetnym facetem. Nietuzinkowym i przystojnym. Nie gadasz wciąż o robocie, jak czyni to mój mąż. Masz coś do powiedzenia na każdy temat i nie jest to zupełny bełkot. Lubię cię słuchać :*
Me
Buziak? To chyba drobna przesada? Masz rodzinę! Ja również!
Julia
Ale ty jesteś sztywny. To emotikona, nic więcej. Nie wyobrażaj sobie za dużo. Kilka komplementów, a ten już uważa, że rozkochał w sobie kobietę. Podobasz mi się i ci o tym szczerze mówię, bo po co owijać w bawełnę. Jedynie mężczyźni tak robią. Piszą do ciebie w niewiadomym celu. Zanudzają banalnymi historyjkami, podrzuconą muzyką i zaproponowanym filmem, po czym zapraszają na jakąś beznadziejną randkę. Zdecydowana większość kobiet robi te pierwsze kroki dla was, żebyście zdążyli po dziesięciu spotkaniach wyrazić swoją potrzebę kopulacji i to w bardzo gęsty i zawoalowany sposób 😀
Me
Spłycasz trochę relację miedzy kobietami i mężczyznami. Taki jest ogólnie przyjęty konwenans, żeby zyskiwać powoli sympatię u drugiej osoby i najpierw wejść w relacje czysto ludzkie i uczuciowe, po czym dopiero po dłuższym czasie oddać się zwierzęcym aktywnością.
Julia
Tak. Dokładnie. 100% racji. Po dłuższym czasie to wam się wszystko zmienia. I z bogini seksu stajemy się zwykłymi koleżankami. Wtedy są dwie drogi: Jedna droga doprowadza do zakończenia znajomości, a druga również, jednak jej zakończenie poprzedza nieudany i beznadziejny seks. Przy drugiej opcji przynajmniej nie chce się już nawet wracać myślami do całej sytuacji. Dzięki temu nie roztrząsa się powodów rozsypania się dobrze zapowiadającego się na samym początku związku.
Me
Wiele razy tego doświadczyłaś?
Julia
Wiele. Szczególnie w tej drugiej postaci. Czyli lepiej dla mnie! 😀
Me
Jesteś atrakcyjną kobietą, ale są dla mnie sprawy ważniejsze niż jakieś przelotne romanse.

Niepostrzeżenie nietoperz przeleciał za oknem. Najpierw minął odsłonięte okno w mieszkaniu Pana M., by po chwili zatoczyć łuk przy mieszkaniu Julii.

Julia

do siebie

Pewnie uważa mnie za paszteta. Drań! Nienawidzę go! Mogłam w ogóle do niego nie pisać. Ocknij się! Możesz mieć każdego! Tego faceta również.

do Pana M.

Me
Jakie romanse? Nie wyobrażaj sobie za wiele. Powiedziałam jedynie, że jesteś przystojny. Wy faceci tak macie. Jeden komplement i zaraz fruwacie w obłokach na skrzydłach zbudowanych ze swego napęczniałego ego.
Pan M.
Przepraszam. Najwidoczniej przesadziłem. Źle odebrałem to co miałaś na myśli. Rozmowy przez internet mają to do siebie, że dużo trudniej jest rozczytać czyjejś intencje. Czasem błąd w interpunkcji może zmienić wiele 😉
Me
Sugerujesz, że ma mam kłopoty z poprawną pisownią?
Pan M.
Nie, taki podałem tylko przykład.
Me
Twoje szczęście, bo wtedy porozmawiałbym z tobą inaczej 😉
Pan M.
Co to znaczy?
Me
Nic. Może kiedyś przekonasz się na własnej skórze.
Pan M.
Nie mogę się doczekać 😀
Me
Robię się śpiąca. Może opowiesz mi jakąś interesującą historię, jak opowiadałeś dziś przy piaskownicy o zaprzepaszczonych talentach?
Pan M.
O czym chciałabyś posłuchać?
Me
Znasz ciekawą historię miłosną? Będzie mi miło przy takiej zasypiać.
Pan M.
Nic poza historią Czaplińskiego i Chmielnickiego nie przychodzi mi teraz do głowy. Sądzę, że wolisz o tym nie słuchać.
Me
Kim był Chmielnicki?
Pan M.
Hetmanem zaporoskim. Dowódcą wojsk kozackich. Uchodził za wielkiego wodza znajdującego uznanie w prostym ludzie zamieszkującym wschodnie tereny dawnej Rzeczypospolitej a dzisiejszej Ukrainy. Jednak nie czytał Machiavellego przez co popełnił wiele błędów, których dobremu księciu czynić nie wypada. Najbardziej kardynalny powtarzał kilkukrotnie, bowiem lubił wchodzić w sojusze z silniejszymi, tylko po to aby przy ich boku móc zniszczyć znienawidzonych polskich magnatów.
Me
A gdzie tutaj jest romans?
Pan M.
Mówiąc o romansie muszę koniecznie wspomnieć o Danielu Czaplińskim opisanym dość nieprzychylnie i krótko przez Sienkiewicza. Był on szlachcicem o reputacji dość podłej. Stał się wrogiem Chmielinickiego zaraz po tym, gdy porwał mu jego ukochaną kobietę, by wziąć z nią ślub. Gdyby tego jeszcze było mało, Czapliński zabił mu dziesięcioletniego syna i zniszczył dobrze prosperujące włości. Hetman nie znalazł pomocy w polskiej szlachcie, a wybaczyć podłych uczynków Czaplińskiemu nie mógł. Chmielnicki w końcu odbił żonę wrogowi.
Me
To jednak zakończyło się pozytywnie.
Pan M.
Nie do końca. Żonę odbił, ale okazała się mu niewierna. Poprosił zatem swego pierworodnego syna o szpiegowanie macochy. Kiedy syn hetmana złapał kochanków na gorącym uczynku, związał oboje i powiesił. Kochankowie umarli w sposób, w jaki grzeszyli.
Me
Tragiczna historia. Optymistycznie zdrada w dzisiejszych czasach zazwyczaj uchodzi na sucho i to pomimo, że na każdym kroku mamy kamery i mikrofony. Czasem sądzę, że wolimy unikać bezpośredniego kontaktu z tak trudnymi sytuacjami. Lepiej przymknąć oko a czas zrobi swoje. Co więcej, dziś ukaranie kogokolwiek w tak okrutny sposób w zasadzie nie wchodzi w grę. Nie jesteśmy krwiożerczy jak ludzie z tak odległych lat. Swoją drogą to pechowym człowiekiem był ten Chmielnicki.
Pan M.
Pechowy był nasz kraj, że wydał takiego szkodnika na świat. Płonące z nienawiści serce hetmana, rozgorzało do jeszcze większej determinacji w tworzeniu kozackiego powstania. Później było wiele bitew, w tym ta pod Beresteczkiem, w której padło dziesiątki tysięcy żołnierzy pobitych przez własnego króla Jana Kazimierza. Kto wie, być może gdyby hetman znalazł sprawiedliwość u polskich magnatów, może nigdy do powstania na Ukrainie by nie doszło? Może wystarczyło położyć trupem śmiertelnego wroga Chmielnickiego? Choć inni mówią, że to wszystko, zarówno „na niebie jak i na ziemi”, wskazywało, że coś nieszczęśliwego się wydarzy.
Me
Smutna historia, mało miłosna, ale w sumie rozumiem twój entuzjazm. Siła uczuć jest wielka.
Pan M.
Tak samo było z wojną trojańską. 10 lat boju o piękną Helenę zdaje się absolutnie kuriozalnym postępkiem. A jednak tysiące dzielnych mężów wzięło udział w tej ciągnącej się latami potyczce.
Me
Chciałbym, żeby ktoś tak kiedyś o mnie zawalczył.
Pan M.
Przecież masz męża.
Me
Helena też miała Menelaosa a dała porwać się pięknemu Parysowi.
Pan M.
Lubisz gdy się o Ciebie walczy?
Me
Każda kobieta lubi. Albo właściwie to sądzę, że mamy to wrodzone, ponieważ kiedy o coś się starasz to później bardziej szanujesz. Jeśli zdobędziesz swoją wybrankę w bólach, to będziesz starał się o nią każdego dnia do końca życia. Jeśli zaś przyjdzie Ci to łatwo, już po chwili będziesz szukał następnej lub po prostu pozostaniesz przy niej, czyniąc ją swą emocjonalną poduszką bezpieczeństwa szukając przy każdej okazji możliwości do zdrady. Nie jest łatwo z wami!
Pan M.
Masz w tym trochę racji. Jednak najgorzej jest chyba, kiedy ona chce tak samo mocno jak ty. Wtedy, jako że jest nad wyraz zainteresowana bezwiednie ułatwia dotarcie do siebie.
Me
Tylko wtedy, gdy ta kobieta jest słaba i głupia!

Pan M.

do siebie

Moja żona nie jest ani słaba, ani głupia.

W tym momencie uchyliły się drzwi od pokoju. Pan M. rozpoznał zapach perfum swojej żony.

do Julii

Me
Dobranoc Julio! Muszę kończyć. Jestem zmęczony. Miło się rozmawiało.
Julia
Dobranoc :*
Me
 Dobranoc :*

Pan M. wyłączył komputer. Posiedział na fotelu jeszcze kilka minut. Po tym czasie udał się do łazienki.

Zasypiając przy żonie myślał wciąż o Julii.

Oderwanie się od hipnotyzującej siły ekranu LED zajęło Julii przynajmniej godzinę. Analizowała wnikliwie przebieg całej rozmowy. Ostatecznie zasnęła po wyczerpaniu się baterii w jej urządzeniu mobilnym.


Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!


Coś do posłuchania:

Zapraszam do komentowania!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.