#14 – Pan M. i Julia, czyli tragedia na blokowisku


#14 – Pan M. i Julia, czyli tragedia na blokowisku


Występują:

Julia – matka dwójki dzieci. Czasami niewierna żona. Podejrzliwa wobec swojego ukochanego męża. Ukończyła Technikum Ekonomiczne. Nie pracuje, nie pracowała i wszystko wskazuje na to, że pracować nie będzie. Lubi wypić czystą wódkę i wyjść z przyjaciółkami na imprezę do samego rana. O jej charakterze i inteligencji czytelnik przekona się sam. Nie wypada pod tym aspektem oceniać damy, której uroda i tak jest przeciętna.

Pan M. – ojciec jednego dziecka. Wierny mąż. Darzący zaufaniem swoją ukochaną żonę. Ukończył Politechnikę wśród najlepszych na swoim roku. Pracuje sporo i wydajnie. Bywa często w domu. Rzadko pija alkohol, nienawidzi wódki, upija się od czasu do czasu z kolegami z pracy. Inteligentny oraz bystry. Wysportowany. O męskich rysach twarzy.

Romek – pięcioletni syn Pana M.

 

Spotkanie Pierwsze

 

Jesienny mglisty poranek. Temperatura około pięciu stopni Celsjusza. Duża wilgotność potęguje zimno.  Godzina dziesiąta.

W centrum piaskownica otoczona placem zabaw i siłownią na powietrzu, z której korzysta dość leniwie dwóch nastoletnich chłopców.

Do piaskownicy podchodzi Pan M. z papierosem w ustach trzymając prawą dłoń w kieszeni. Rozgląda się dookoła.

Julia stoi obok ze swoim małym psem – okrutnie brzydkim Yorkiem odzianym w czerwony kubraczek.

 

Pan M.

do siebie

Co za okrutna pogoda i jak zwykle żadnej zgrabniejszej i urodziwszej laski na podwórku. Tylko ta kobieta z tym ohydnym psem. W dodatku ubrana cała na czarno. Może pogrzeb miała? Nie oceniaj, nie oceniaj.

do Julii

Dzień dobry!

kobieta nie odpowiedziała

do siebie

No i nic ci taka nie odpowie. Mam to w sumie gdzieś.

do syna

Romek! Romek!

Z jednego z przyrządów do ćwiczeń zeskoczył mały chłopiec i szybko zaczął biec w stronę wołającego go głosu.

Julia

do siebie

A ten tu drze się, jakby na wsi był jakiejś.

Pan M.

do Romka

Romek, nie musisz od razu przybiegać, gdy cię wołam. Chciałem tylko zapytać, czy wszystko w porządku.

Romek

Tak, wszystko w porządku. Tato, wszystko leci dobrze. Mogę wrócić do ćwiczeń?

Pan M.

Jasne, tylko nie przesilaj się za mocno. Spocisz się, potem zmarzniesz, a mama później obwini mnie za to wszystko.

Mrugnął okiem do dziecka, które już wskakiwało ochoczo na kolejne urządzenie do ćwiczeń.

Julia

Jaki grzeczny chłopiec.

Pan M.

do siebie

W końcu się odezwała, baba.

głośno

Dziękuję. To dzięki jego matce. Żona cały czas trzyma rękę nad jego dobrym wychowaniem.

Julia

Miło pan mówi o swojej żonie. Rzadko się słyszy takie rzeczy od mężczyzny.

Pan M.

W gruncie rzeczy to nic takiego nie powiedziałem.

Julia

Dla pana nic, ale dla nas – kobiet – znaczy to wiele.

Pan M.

Pani ma dzieci?

Julia

Tak, mam dwójkę. Siedzą chore w domu. Mąż wziął je ostatnio na wycieczkę do lasu i tak to się skończyło. Naoglądał się w telewizji programów o sztuce przetrwania i ciąga dzieciaki po lesie.

Pan M.

Dobrze, że piesek jest zdrowy.

Julia

Tak, dobrze że chociaż on. Wie pan co, ja nie lubię psów. Tego wzięłam, bo był taki słodki jako szczeniaczek, a teraz wyrósł na wredną bestię. Co chwila chce siusiu, gryzie buty i zawsze próbuje spać ze mną w łóżku. Co za udręka z tym stworzeniem!

Pan M.

Człowiek jada zwierzęta. W naszym kraju, w przeciętnej rodzinie robi się to niemal codziennie. Może zjeść ten problem i już? Tak można w łatwy sposób skończyć z tymi wszystkim obozami dla zwierząt.

Julia

Proszę przestać! To nie jest ani trochę śmieszne.

do psa

Chodź tu Olaf! Musimy uciekać, bo ten pan zrobi ci krzywdę.

Słońce wyszło zza chmur. Przestało mrzeć.

Pan M. zapalił drugiego papierosa.

Julia nie odeszła daleko. Zwróciła się plecami do nowego znajomego.

Pan M.

Długo Pani tutaj mieszka?

Julia

A dlaczego Pan pyta?

Pan M.

Ciekaw jestem. Nie widziałem Pani tutaj wcześniej, a często wychodzę o tej porze.

Julia

Ja też pana widzę pierwszy raz.

do siebie

Przecież nie powiem, że widziałam cię przynajmniej z dziesiątkę razy.

głośno

Niedługo. Pół roku temu przeprowadziliśmy się z mężem do centrum, żeby miał bliżej do pracy. On dużo pracuje. Właściwie to w domu jest gościem. Prawie się nie widujemy, ale to niepotrzebne panu wiedzieć.

Pan M.

Potrzebne czy nie, ale już wiem. Proszę nie obrażać się o tego zwierzaka. Sam nie mam żadnego, a bardzo chciałbym mieć.

Julia

Co stoi na przeszkodzie?

Pan M.

Nic. Mam nawet plan – chcę kupić kurę. Kura to pożyteczne zwierzę. Romek lubi biegać z kanapką po całym mieszkaniu krusząc gdzie popadnie. Kura na pewno zje te wszystkie rozsiane po podłodze okruszki. Ja mam dość i nie zamierzam więcej zbierać tego co po sobie zostawia ten niesforny szkrab. Kura zadba o porządek w domu wyręczając mnie z przykrego obowiązku. A jeżeli mnie wkurzy, to ugotuję z niej rosół!

Julia

Pan jest sadystą?

Pan M.

Nie jada pani mięsa?

Julia

Jadam. Dlaczego pana to w ogóle interesuje? W piątki nie jadam, nigdy w piątki! Babcia mnie tak nauczyła. I mimo że do kościoła w niedzielę nie chodzę, to w piątki mięsa nie jem. Ona na to nie pozwala. Czuję ją obok, kiedy tylko nachodzi mnie taka pokusa.

Pan M.

U nas w kraju to jest tak, że każdy chrześcijanin z nieprzejednaną gorliwością spędza swój wolny niedzielny czas w supermarkecie omijając kościół wielkimi krokami. Dzięki Bogu, że choć w pani tkwi iskierka z dziedzictwa naszych przodków. Islam ma nad nami przewagę, właśnie przez szacunek do tradycji. Co nam zostanie, gdy o niej zapomnimy? Idealnym wzorem życia jest dziś „wypić i zjeść”, a kto za to umrze? Ja umrę za rodzinę, ale wątpię, czy za wiarę i ojczyznę.

Rozmowę przerywa pies ciągnący za sobą ciężki łańcuch o srebrnych ogniwach. Jego pan idzie za nim równie wolnym krokiem.

Zapytałem kiedyś muzułmanina dlaczego nie pije alkoholu razem z nami. Przecież nie był u siebie w kraju i nikt nie mógł mu zabronić. A on na to odpowiedział, że Prorok zabronił. Widzi pani, oni szanują tradycję. Niech pani dziękuje babci!

Julia

Nawet pan nie wie, jak za nią płakałam na pogrzebie. Nikt w całej rodzinie tak nie płakał, nawet dziadek. Choć on to chyba w ogóle nie płakał, a kochał ją mocno. Do końca spali w jednym łóżku. Jadali razem i zawsze jej ustępował, drzwi otwierał i przepuszczał pierwszą.

Pan M.

do siebie

Nóż wbity w serce. Łzy płynęły z serca. Nie z oczu.

Julia

Zmarł niedługo po niej. Może to z tęsknoty. Inni obwiniają identyczny tryb życia. Ja ciągle widzę w tym coś niezwykłego.

Miałam w liceum chłopaka, gdy się rozstaliśmy straciłam chęć by żyć. Ale byłam za młoda by umrzeć, serce waliło jak młotem. Chwilę potem znalazł się jeden, a potem drugi chłopiec, którzy stali się dla mnie dużym oparciem. Z jednym z nich spędziłam pierwsze wakacje bez rodziców. Do dziś pamiętam jak było cudownie.

Pan M.

Ciekawe jest to co pani mówi. Ludzie sami wywołują w swoich głowach obrazy z przeszłości, czasem jakieś wyobrażenia o czymś. Dokładnie jak we śnie. Zrobiła to pani przed chwilą. Jest to spójne z rzeczywistością, tylko trochę mniej wyraziste, ale pamiętajmy, że tu i teraz trwa nieskończenie małą chwilę i od razu staje się przeszłością. W jednej przestrzeni przeżywamy przeszłość, bo trwała przed chwilą, teraźniejszość i przyszłość, bo spodziewamy się co przyniesie kolejna nieskończenie mała chwila. Obraz, o którym pani wspomniała są bardziej realne niż się nam wydaje.

Nie warto rozpaczać, gdy zabraknie nam kogoś najbliższego. Wystarczy o nim pomyśleć i jest z powrotem, jakby nigdy nie odszedł.

Julia

do siebie

Mądrala taki.

głośno

Pewnie dużo pan książek czyta, bo kto normalny tak wnikliwie myśli nad życiem? Zgubiłam się w połowie. Dopiero ostatnie zdanie było dla mnie jasne.

Pan M.

Czasem czytam.

Niedawno minęło lato. Większość gdzieś pojechała spędzić swój wolny czas. Po powrocie byłem świadkiem wielu relacji z wyjazdów. Czasem przeradzały się one w licytacje, kto był w bardziej odjechanym miejscu, co jadł, kogo spotkał. Wtedy pomyślałem sobie o książce. Kto licytuje się dziś na jakość przeczytanych książek? Co najwyżej licytujemy się na ich ilość i oczywiście dajemy znać, że najnowszy sklepowy bestseller jest już za nami. Tu nie chodzi o krytykę kogokolwiek, ale książka przegrywa, bo nie jest atrakcyjna. Nie zrobi sobie pani przecież zdjęcia z książką na pierwszym planie. No chyba, że powstała tylko po to aby robić sobie z nią zdjęcia, bo do czytania się zupełnie nie nadaje. Sama książka, której wartością jest tylko i wyłącznie zawarta w niej treść nie dodaje niczego do pospolitego wizerunku człowieka. Treść wymaga komentarza, a my – w sporej przewadze – wolimy obrazy, które tego komentarza nie potrzebują. Mówią wprost: „to jest piękne”, „to jest brzydkie”, „to jest smutne”.

Myślę, że o przeczytanej książce powinniśmy opowiadać z taką samą dumą, jak o wakacjach w Północnej Afryce.

Julia

Znowu pan komplikuje. Ja byłam w tym roku w Turcji. W następnym już tam nie pojadę, bo robi się niebezpiecznie. Dobrze jest się pochwalić, gdzie się było, i że się nam podobało. Znajomi przecież sami o to pytają. Nie widzę w tym nic złego. O książkach też rozmawiam z koleżankami. Czytał pan ostatnio „Pięćdziesiąt twarzy Greya”? Czyta się lekko i przyjemnie. Trochę to babskie, ale mojemu mężowi też się podobało. Nawet na film mnie zabrał.

Pan M.

Nie czytałem. Czuję jednak, że muszę nadrobić tę stratę.

Usiedli razem na ławce.

Chłopcy przestali ćwiczyć. Opuścili plac zabaw.

Julia

Czym zajmuje się pańska żona?

Pan M.

Może przejdziemy na ty?

Jestem… Jestem Pan M.

Julia

Julia.

Podali sobie ręce.

Julia ucałowało go w policzek. Wywołało to zaskoczenie u obojga.

Dłonie trzymali splecione ze sobą dłużej niż potrzeba w takich chwilach

Zastanawiałeś się kiedyś czy potrzebujesz wschodu Słońca? Pewnie nie, bo on po prostu jest. Ja się zastanawiałam. I ja go potrzebuję, żeby budził mnie każdego ranka. Gdyby niebo spowite było cały czas przez mrok, nie wstałabym w ogóle. Gdyby dzień trwał bez ustanku nigdy bym nie spała i nie śniła, a bardzo lubię śnić. Ostatnio mam koszmary.

Pan M.

Wschód i zachód Słońca, blask i cień, materia i próżnia. Jesteśmy otoczeni przeciwieństwami. Taka jest konstrukcja naszego świata. Człowiek też taki jest, bo jest jego częścią. Wschód jest nam potrzebny, tak samo jak zachód i wiele innych zjawisk przyrody, na które w naszej codzienności nie zwracamy uwagi.

do siebie

Dość tej filozofii!

głośno

Przepraszam, zdarza mi się czasem czuć się Sokratesem. Jednakże różnica między mną, a Sokratesem jest taka, że nikt oprócz ciebie nie dowie się o tym co mówię. Dokładnie tak samo przepadają wszelkie genialne myśli wygłaszane przez żuli spod budki z piwem.

Z oddali nadszedł dźwięk brzęczących monet

Przypomniał mi się właśnie kolega sprzed lat. Miał on obsesję na punkcie pieniędzy. Razem ze znajomymi – wszyscy jednogłośnie – obstawialiśmy, że z dużą dozą prawdopodobieństwa w jego drzewie genealogicznym odnaleźć można było jakiegoś jegomościa pochodzącego z Izraela. Nie uwierzysz, ale kiedy spotykał się z dziewczynami prowadził spis rachunków z nimi związanych. Był w tym absolutnie jednostronny, bo kompletnie nie uwzględniał tego co zyskiwał w takich relacjach. Nie wspominając o tym, że w gruncie rzeczy to finansowe koszty ponosiły głównie te nieszczęśliwe kobiety. „Posagu żadnego nie wniosła, a drobnostek nie warto liczyć” – mawiał. Po jakimś czasie oczywiście rozstawał się ze wszystkimi, a właściwie one z nim. Uciekały w popłochu. A był naprawdę przystojnym i bystrym facetem. Tylko centusiem nie z tej Ziemi.

Julia

Ciekawy ten twój kolega.

Pan M.

Jakiś czas po rozstaniu, trapiony różnymi myślami, a przede wszystkim popędem płciowym, zdecydował się wejść w bliższą relację z dziesięć lat młodszą, dwa razy lżejszą od siebie filigranową panienką o długich blond włosach. Cała historia z nią przeminęła szybciej niż jedna pora roku. Oboje traktowali swoją relację jako czyste zaspokojenie potrzeb seksualnych w „okresie przejściowym”. Jeśli wiesz co mam na myśli.

Julia

Chyba wiem.

Pan M.

Na najwyższe miejsce pośród jej ogólnych zalet postawił to, że jadła niewiele i nie chciała by cokolwiek jej kupował. Przestała się z nim spotykać zaraz po tym, gdy rzucił pracę, bo chciał sobie zrobić przerwę na miesiąc lub dwa od codziennej harówki. Do szpiku kości kochała się w zarobionych facetach. Kręciło ją, kiedy wpadał do niej po robocie, zmęczony rzucał torbę w kąt, a ona wtedy mogła się nim zaopiekować.

Julia

Dziwna kobieta. Mi zupełnie bardziej odpowiada typ zadbanego faceta, ale też pracującego oczywiście. Nikt nie lubi nierobów. Tego babcia też mnie nauczyła. „Gdy facet ma ręce delikatne jak kobieta, nie oglądaj się za nim, bo to bogacz albo nierób” – mówiła. „Przy pierwszym staniesz się cieniem kroczącym za nim całe życie. Przy drugim będziesz dojną krową”.

Pan M.

Mądra ta babcia.

Julia

Mądra. To prawda. Muszę ci się do czegoś przyznać. Zawsze chciałam zasłynąć czymś w życiu. Pokazać wszystkim wkoło, że coś znaczę. Dlatego nie miałam oporu, by wziąć ślub z miłości z przeciętnym, ale pracowitym mężczyzną. Teraz wychowuję dzieci, a pan jest pierwszą osobą od wielu dni, z którą mogę sobie porozmawiać. On nie ma już siły na to, aby ze mną rozmawiać. Nie mam do niego o to pretensji.

Pan M.

Miało być bez pan. Na pewno masz jakiś talent. Może należy go tylko ujawnić? Nie ma nic gorszego niż nieujawniony talent! Historia zna przypadki nieujawnionych geniuszy, o których czasem tylko przelotnie wspomina. Te historie smucą mnie najbardziej.

Julia

O kim na przykład?

Pan M.

O Adeodacie, synu Świętego Augustyna. Taki syn do dar od Boga, lecz co Bóg dał, Bóg może zabrać i tak też było z nim. Zmarł w wieku szesnastu lat, a geniusz jego przyćmiewał nawet geniusz Augustyna, który w swych „Wyznaniach” zdumiewał się nad niezwykłością umysłu swego potomka. Drugi przypadek, jaki znam to syn przyrodniego brata Leonarda. Bartolomeo odnalazł wolną kobietę w wiosce Vinci. Spłodził jej syna. Po czym wysłał go na nauki do Florencji. Jego malarstwo zachwycało jak geniusz samego Michała Anioła. Zmarł w wieku dwudziestu trzech lat, a ludzkość nie zdążyła poznać tego giganta. I wreszcie siostra Szekspira. Mądrzejsza i bardziej utalentowana od brata. Niestety, musiała siedzieć w domu i spełniać swój społeczny czy też kulturowy obowiązek bycia zwykłą kurą domową gasząc jaśniejącą w jej wnętrzu iskrę bożą. Nie zdążyli ukazać się Światu. Gdy o tym mówię rodzi się w mnie jakiś żal mimo, że ich dawno już tu nie ma. Przepadli jak wschodzące słońce, które nagle spadłoby pod horyzont bez szans na ponowne wzejście.

Julia

Smutno mi się zrobiło. O jakim Leonardo mówiłeś?

Pan M.

Da Vinci.

Julia

Mogłam na to wpaść. Robi się już późno. Zdecydowanie za długo tutaj stoję. Czas wracać do domu. Muszę przygotować obiad.

Pan M.

Szkoda. Będziesz tutaj jutro?

Julia

Trudno powiedzieć. Może wymieńmy się numerami telefonów?

Pan M.

Czemu nie. Dobrze mieć kogoś z kim można porozmawiać z rana.

Julia

W takim razie żegnam pana, panie M.

Pan M.

Do zobaczenia Julio.

 


Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zajrzyj do STREFY PORAD! Może znajdziesz w niej odpowiedzi na nurtujące Cię pytania?

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!


Coś do posłuchania:

Zapraszam do komentowania!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.