#13 – Miłość na bogato, czyli jak zakochałem się w księżniczce z zamkiem


Miłość na bogato, czyli jak zakochałem się w księżniczce z zamkiem

 Czy ta miłość była szczera?

Czy można kochać o wiele starszą od siebie kobietę?


Kto mógłby pomyśleć, że to wszystko się tak potoczy. Rodzina zerwała ze mną kontakt. Rodzona matka wyparła me imię z pamięci a ojciec przeklął. Stałem się pośmiewiskiem wśród znajomych i sąsiadów. Straciłem wszelkie przyjaźnie. Mimo że wielokrotnie podejmowałem próby przywrócenia dobrych relacji między mną a moją familią, każde staranie kończyło się fiaskiem. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko cieszyć się zdobytą fortuną.

Od kilku lat mieszkam w olbrzymiej posiadłości otoczonej gęstym lasem. W centrum wiecznie zielonego gaju, na niewielkim pagórku, położony jest książęcy zamek przyozdobiony siedemdziesięcioma siedmioma strzelistymi wieżami. Ta przepotężna konstrukcja od stuleci jest posiadłością rodu Kleinbergów. W jednej z tych przepięknych wież, zwaną rubinową ze względu na liczność okien krwistego koloru, sypiam wraz ze swoją małżonką. Najpewniej zachodzicie w głowę, jak to możliwe, aby odrzucony przez najbliższych chłopiec stał się właścicielem tak monstrualnego majątku. Opowiem wam zatem historię, która zarazem jest moim nocnym koszmarem.

W najgłębszych zakamarkach mego umysłu spoczywają truchła wspomnień, które najchętniej pogrążyłbym w czeluściach nicości. Jednakże każdej nocy, kiedy zapadam w głęboki sen, rozbudzają się wskrzeszone z niewiadomych mi powodów. Szczególnie dręczy mnie jedno wciąż powtarzane słowo wybrzmiewające z ust każdego, kto pojawia się w mych nocnych marach. Jest to znienawidzone przeze mnie, pospolite, niegodne i nader bagatelne brzmienie mego pierwotnego nazwiska.

Pomimo głębokiej i nieprzeniknionej miłości do matki i ojca, nie potrafię pozbyć się niechęci do marnego rodowodu jakim mnie obdarowali.

Jeszcze za czasów szkolnych, będąc nielubianym przez rówieśników nastolatkiem, marzyłem o odnalezieniu w moim drzewie genealogicznym, choć najcieńszej gałązki prowadzącej wprost do jakiegoś wielkiego nazwiska. Moim zamiarem nie było stanie się sukcesorem mniejszego lub większego majątku. Chciałem po prostu poprawić własny wizerunek wśród rówieśników przyodziewając unikatowy garnitur chromosomów. Poszukiwania trwały latami i pozwoliły mi zebrać wiedzę na temat kilkunastu pokoleń wstecz. Niestety, im dalej sięgałem w przeszłość tym gorzej się ona jawiła. Podłość pochodzenia mych ukochanych rodzicieli zmusiła mnie do zniszczenia i spalenia owoców kilkuletniej pracy tak, aby ukryć je przed oczyma całego świata.

Dojrzewając i stając się młodym mężczyzną począłem rozmyślać o przyszłości. Postanowiłem nie kontynuować tego lichego i barbarzyńskiego ciągu przodków i potomków w mojej rodzinie. Dużo czytałem i dumałem o życiu zaniedbując obowiązki szkolne. W końcu nastał czas egzaminów dojrzałości, a ja wciąż zastanawiałem się, w jaki sposób odmienić swój los. Oczywiście egzaminów nie zdałem. Fakt ten nie przysporzył mi dodatkowych zmartwień, ponieważ w moim mniemaniu nie zmieniało się nic, a studiować w kolejnej szkole powszechnej nie miałem zamiaru.

Rozczarowanie przyszło dopiero, kiedy mój ukochany ojciec, który w tej chwili przeklina me imię i wstydzi się za postępki własnego dziecka, nakazał mi podjąć się pracy zarobkowej. Doskonale pamiętam co wtedy pomyślałem: „Tego to już za wiele”. Na samą myśl o pracowaniu, a w szczególności na myśl o pracy fizycznej dostawałem mdłości. Słowa ojca dokonały przełomu zmuszając mnie do rychłego działania.

Postanowiłem uwieść księżniczkę z zamkiem.

Niezwłocznie okazało się, że księżniczek w moich okolicach mieszka niewiele, a rezydująca najbliżej Maria Kleinberg chyliła się już ku śmierci ze starości. Zupełnie nie wiedziałem, co począć. W dodatku ojciec naciskał grożąc, że wyrzuci mnie z domu jeżeli nie wezmę się w końcu za robotę. Przebywając w ciągłym stresie doznałem choroby żołądka i wylądowałem w szpitalu, dzięki czemu pójście do pracy przesunęło się w czasie.

Wylegując się w wygodnym szpitalnianym łóżku zastanowiłem się nad moim położeniem raz jeszcze. Stwierdziłem, że nie jest ważne kim jest księżniczka Maria Kleinberg oraz ile ma lat. Ważne było tylko to, że ma zamek. Musiałem go zdobyć za wszelką cenę. Zarówno dla dobra osobistego, jak i dobra przyszłych potomków, jakich miałem w zamyśle spłodzić.

Napisałem do niej list. Potem drugi i trzeci. Odpowiedzi nie nadchodziły, a ja wysyłałem kolejne korespondencje na ten sam adres. Serce rozpłomienione determinacją zmuszało mnie do wręcz szaleńczych posunięć, ponieważ ostatecznie wysyłałem jeden list po kilka razy spryskując każdy z osobna innymi perfumami. Nie wiedziałem bowiem, jaką woń może lubić ta dystyngowana dama.

Po kilku tygodniach hospitalizacji wypuszczono mnie z zakładu leczniczego. Czułem się bardzo dobrze, dlatego zaplanowałem, że do rodzinnego domu wrócę pieszo. Kiedy już brakowało mi około pięćdziesięciu metrów do bramy wjazdowej, ujrzałem stojącą przy furtce stareńką kobietę ubraną niczym królowa angielska. Obok niej znajdował się czarny, ekskluzywny pojazd, a przy nim szofer w białym garniturze i pióropuszem na głowie. Odczułem przeszywające na wskroś ukłucie w żołądku, jednak nie dałem niczego po sobie poznać. Zbliżyłem się do obojga, grzecznie się przywitałem i zaprosiłem na herbatę. Księżniczka odmówiła, ale zaproponowała w zamian krótką wycieczkę po okolicy.

Od momentu pierwszego spotkania widywaliśmy się codziennie. Ona lubiła opowiadać o historii, a ja z olbrzymim zainteresowaniem wsłuchiwałem się w każdą z jej opowieści. Spędzaliśmy czas wspaniale. Jednakże moim rodzicom nie podobała się ta znajomość. Ojciec i matka gnębili mą duszę nieustającą krytyką. Pewnego dnia postawili mi ultimatum nakazując wybierać między tą „staruchą” a nimi. Przepełniony goryczą i miotany złością wobec własnych rodzicieli, bez zastanowienia opuściłem mój rodzinny dom i jeszcze tego samego dnia zamieszkałem z Marią.



***

–  Wincenty, jak ci smakuje obiad? – zapytała księżniczka, uśmiechając się do mnie serdecznie.

– Dziękuję Mario, jest wspaniały. Widzisz, Stanisław to świetny kucharz. Kuchnia śródziemnomorska to jego specjał – odparłem zadowolony.

– Tak, cieszę się, że go poznałam. Opowiadałam ci już, w jaki sposób zaznajomiliśmy się ze Stanisławem? – ciągnęła wątek.

– Wiem doskonale najdroższa. Mówiłaś mi o  tym chyba setki razy.  – Zaśmiałem się kończąc.

– Rzeczywiście przypominam sobie, jednakże ta historia jest niesamowita. Uwielbiam ją wspominać.

– Śmiało opowiadaj urocza – zachęciłem.

– Nie, nie dziś, straciłam nastrój do opowieści.

Księżniczka wstała od stołu, podeszła do niewielkiego okrągłego stolika przy oknie, na którym pozostawiono butelkę wina i dwa kryształowe kieliszki. Zbliżyła się do mnie, postawiła oba transparentne naczynia przede mną i nalewając wróciła do rozmowy:

– Wino nie jest zwyczajnym napojem. Od zarania dziejów stanowi ważny składnik diety człowieka oraz często występuje, jako element uroczystości religijnych.

Przerwała na moment spoglądając mi głęboko w oczy:

 – Czy wiedziałeś, że twoje imię ukochany jest prostą grą słów: „vino” i „scent”, co oznacza, iż można by je tłumaczyć na „woniejący winem” – zażartowała, rozlewając czerwony płyn na obrus.

– Wyczuwam złośliwość w twej wypowiedzi – skomentowałem lekko urażony.

– Jesteś stanowczo nazbyt wrażliwy. Zmierzałam do zupełnie czegoś innego. Chciałam byś poznał marzenie starej kobiety, kroczącej ku śmierci.

– Nie mów w ten sposób – zaprotestowałem, wstając i chwytając za wychudłe nadgarstki mojej żony.

Żywot w urojeniach jest tylko próbą przepełźnięcia przez życie i jest to wbrew mnie. Mówię o faktach! – Zamknęła ten temat stanowczo. – Wracając do moich marzeń, to na łożu śmierci chciałabym skosztować „cesarskiego tokaju” z czasów Franciszka Józefa. Podobno w jednej z polskich piwnic wciąż dojrzewa jedna taka butelka. Chcę ją! – zakończyła wypowiedź niczym pięcioletnia dziewczynka żądająca od rodziców nowej zabawki.

***

Siedzieliśmy przy stole w ciszy popijając wino. Wpatrując się w jej wątłą sylwetkę rozpamiętywałem, jak to się stało, że się w niej zakochałem.

Pierwsze tygodnie na zamku nie należały do łatwych i przyjemnych. Księżniczka dbała o mnie, lecz cała służba, sąsiedzi, znajomi, przyjaciele i rodzina traktowali mnie, jak człowieka trędowatego. Przygryzałem zęby na wszystkie niepochlebne słowa i spojrzenia, bowiem byłem przeświadczony, że jeżeli przetrwam, to czeka mnie niebagatelna nagroda, a czas jak to czas, samoistnie zmaże złe wspomnienia o mej osobie.

Tygodnie, miesiące i lata upływały w zastraszającym tempie, a ja co raz bardziej ulegałem czarowi pięknego umysłu księżniczki Marii. Nadszedł czas, kiedy ponownie poddałem się woli swego serca i oświadczyłem się kobiecie o ponad pół wieku ode mnie starszej. Najdziwniejszym i zdumiewającym był fakt, że zrobiłem to najzupełniej szczerze. Księżniczka Maria Kleinberg przystała na mą śmiałą propozycję. Na moje wątpliwości, co do słuszności naszej wspólnej decyzji o zawarciu związku małżeńskiego odparła:

– „Kochaj i rób co chcesz” – cytując świętego doktora z Hippony.

Słysząc te słowa wszelkie wątpliwości uszły z wiatrem. Pokochałem Marię, ponieważ nigdy wcześniej nie spotkałem osoby o tak pięknej duszy.

***

– Kochany, jest już późno. Wino szumi mi w głowie. Może udamy się do łóżka? – zaproponowała wyrywając mnie z zamyślenia.

– Zgoda! – odrzekłem gwałtownie.

 Wziąłem ją pod ramię i wdrapaliśmy się niemal na sam szczyt strzelistej i rubinowej wieży. Ułożyliśmy się do snu. Na dobranoc pocałowałem ją w policzek.

– Zdobędę tę butelkę dla ciebie najdroższa – zadeklarowałem szepcąc jej do ucha.

Księżniczka uśmiechnęła się prędko zasypiając.

Nazajutrz zbudził mnie rażący w oczy blask wschodzącego słońca. Wstałem i wyjrzałem za okno. Dzień był piękny. Podszedłem do wielkiego łoża z baldachimem i począłem zbudzać księżniczkę. Wtedy zorientowałem się, że nie oddycha. Twarz posiniała, szczęka opadła w dół, oczy zapadły się w oczodoły. Przerażony chwyciłem ją za dłoń. Skostniała ręka poraziła mnie swą oziębłością. Zrzuciłem z niej nakrycie. Przed moimi oczyma leżał trup mojej ukochanej.


Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!


Tom Odell – Another Love

Zapraszam do komentowania!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.