#1 – Niezbędnik walentynkowy z Biedronki, czyli zestaw otwierający drzwi oporne


W tym odcinku przeczytasz:

  • Gdzie udałem się po pracy?
  • W jaki sposób się odżywiam?
  • Co sprawiło mi nie lada kłopot?
  • Czym się zaskoczyłem?
  • Jak wygląda  polski niezbędnik nadający się na każdą romantyczną kolację?

Zaczynajmy!

Wracam tramwajem po robocie. W środku tłum, ludzie włażą co chwila na siebie. Lwia ich część pachnie mydłem i perfumami. Sam zapach wyeksploatowanego wnętrza autobusu nieco drażni, ale jest znośnie. Nie narzekam, bo znów nie kupiłem biletu. Noszę jeden w kieszeni w razie kanarów i kasuję raz w miesiącu. We Wrocławiu kanarów niewielu.

Niebieskie drzwi rozsunęły się wpuszczając do wnętrza dużo świeżego powietrza. Wysiadam na przystanku koło Biedronki. Czerwony stworek z czarnymi kropkami na skrzydełkach śmieje się do mnie szeroko. Czułka dyndają na boki.

– O, schabowy w promocji! – powiedziałem na głos.

Od dłuższego czasu żywię się dokładnie według harmonogramu biedronkowych promocji. Schab to brzmi nieźle. W zeszłym tygodniu wciągałem tylko mielone wieprzowo-wołowe.



Wchodzę do środka. Brakuje koszyków, więc ruszam przed siebie z gołymi rękami. Wkładam na ręce kolejne towary, których kupować nie miałem zamiaru, a szedłem tylko po bułki. Zaczęło się od tego pieprzonego schabu!

Po niedługim czasie zaczyna brakować mi rąk do dźwigania wybranych przeze mnie artykułów. Pod prawą pachą ściskam butelkę z browarem. W lewej ręce niosę trzy kolejne browary, każdy trzymam za szyjkę dwoma palcami. Dodatkowo lewą ręką podtrzymuję siatkę z ziemniakami, której uszka uchwyciłem prawą ręką. Wziąłem ich za dużo i teraz obawiam się, czy czasem ta foliowa torba nie pęknie. Na przyciśniętym do piersi prawym przedramieniu leży opakowanie z szynką, a na nim 500ml olej słonecznikowy, dwa serki pleśniowe, surówka, czekolada mleczna, jabłko, banan i rzodkiewki. Trochę to wszystko jeździ, ale próbuję nad tym zapanować balansując ciałem.

– Jeszcze woda! – przypomniałem sobie.

Rezygnuję z niej jednak. Nie jestem w stanie pochwycić jej w dłonie. Może, jak położę wszystko na taśmociągu to zdążę jeszcze donieść. Zobaczymy. Idę do kas.

Wiedziałem! Kolejki na kilometr. Jeszcze nigdy nie widziałem tutaj pustej kasy. Chodzę od stanowiska do stanowiska i nie mogę się zdecydować, które wybrać.  Zaglądam ludziom do wózków i koszyków szacując czas oczekiwania. Ostatecznie wybieram kasę numer 1. Obsługuje ją ładna blondynka. Czekam…

Czekam…

Krok do przodu.



Czekam…

– Przepraszam, ja tutaj stoję – mówi do mnie jakaś baba znikając zaraz między regałami.

Niespodziewanie butelka z olejem upadła na ziemię. Szczęśliwie nie otworzyła się i nie poturlała daleko ode mnie. Próbuję po nią sięgnąć kucając z wyprostowanymi plecami tak, aby utrzymać resztę towarów na swoim miejscu. Niestety, mimo usilnych starań z rąk wylatuje serek pleśniowy. „To koniec” – myślę. Wnet z kolejki obok wypada jakiś facet. Zbiera moje sprawunki i układa je prędko na swoim miejscu.

– Dziękuję!

– Nie ma za co.

Schował się ponownie w kolejce. Wraca ta baba:

– Dziękuję!

– Nie ma za co – odpowiadam.

Dochodzę wreszcie do taśmociągu. Zrzucam na niego wszystkie zakupy. Ulżyło. Biegnę jeszcze po wodę i po 30s wracam do kolejki. Zakupy stoją na taśmie. Kasjerka podaje drugiej kasjerce fajki, których ta nie znalazła w swojej gablocie. Za nimi przechodzi człowiek z bukietem róż.

Zwracam uwagę na parkę przede mną. Chłopak i dziewczyna. On chudy i wysoki z ogoloną głową. Spodnie i bluza wiszą na nim niechlujnie. Buty ma oryginalne, ale dziurawe. Przechodził w nich co najmniej dwie zimy, używał do zajęć sportowych w szkole i pewnie znosił matce węgiel do pieca. Ona zdaje się młodszą o rok czy dwa. Ma pewnie ze czternaście lat. Blond włosy, figura nieco anemiczna. Wygląda na przygnębioną. Jej wzrok podąża za ręką młodzieńca. Sięgnął kościstym kikutem po najmniejszą i najtańszą paczkę kondomów przy ladzie. Położył ją skrupulatnie obok 200ml buteleczki z czystą wódką. Taśma się poruszyła. Do alkoholu przylgnęła pół litrowa cola. „Co za zestaw” – śmieję się w duchu.

Taśma znów ruszyła. Towary przekładane przez kasjerkę z jednej na drugą stronę wydają z siebie osobliwy dźwięk.

– Poproszę o dowód – żąda kasjerka

Młody mężczyzna wydobył z wypchanej kieszeni portfel. Otworzył go i wyciągnął dowód osobisty. Jest starszy niż myślałem.

Unoszę głowę w górę i orientuję się, że nade mną wisi duże serce. Rozglądam się dookoła. Wszędzie balony z czerwonych serc, gdzieniegdzie rozświetlane czerwonymi diodami LED. Patrzę na inne kasy, a na nich wina, czekoladki i prezerwatywy, wygląda to znacznie lepiej niż zestaw tego cherlaka. Walentynki!



Urocza parka odchodzi od kasy. Zatrzymują się na moment:

– Wystarczy ci tyle? – pyta chłystek wskazując na szkło z transparentnym płynem.

– Wystarczy. Chodźmy już – odpowiada zawstydzona dziewczynka z rumianymi wypiekami na policzkach.

Oddalili się.

No to będzie zabawa. Widać chłopak oszczędny albo akurat nie przy kasie. Całe szczęście innych stać na spicie zarówno wybranki serca, jak i siebie.

Przy tej okazji polecam:

Owiudiusz – Sztuka Kochania

Noc, miłość i wino – one nie mogą rozsądnie doradzać

Jeśli podobał Ci się ten wpis nie zapomnij podzielić się nim ze znajomymi! 😉

Zostaw Komentarz!

Zajrzyj do STREFY PORAD! Może znajdziesz w niej odpowiedzi na nurtujące Cię pytania?

Zapisz się do newslettera, a wtedy zawsze będziesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych wpisach (zero spamu)!

 


Coś miłego dla oczu i uszu:


 

Zapraszam do komentowania!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.